czwartek, 23 lipca 2015
wtorek, 14 lipca 2015
Dobra fryzjerka. Na taką dziś trafiłam
Takiego "posiedzenie" w salonie fryzjerskim chyba jeszcze nie miałam. No nie - miałam razm. To było wiele lat temu ;) gdy szykowałam się do ślubu. Panie kręciły mi wtedy loki, upinały włosy. Trwało to pewnie dłużej, niż dzisiejsze strzyżenie. Ale to był szczególny moment.
Zazwyczaj podcinanie włosów trwa u mnie ok. pół godziny. Mam gęstą czuprynę i kolejnym partiom trzeba poświęcać sporo uwagi. Dziś jednak trafiłam na fryzjerkę - perfekcjonistkę. Na jej fotelu siedziałam godzinę. Az ścierpła mi pupa i zaschło w gardle.
Pani była młodziutka, energiczna i małomówna. Skupiona na swojej pracy. Precyzyjna, dokładna. Była też wymagająca - często przywoływała mnie do porządku, gdy zaczynałam się wiercić.
Swoją robotę wykonała fantastycznie. Każdy włosek idealnie podcięty. Wszystko leży jak należy. Na początku strzyżenia powiedziałam, że ufam jej intuicji. Nie zawiodłam się. Z długością trafiła w dziesiątkę. Ze stopniowaniem cieniowania również.
Ideał.
I tak sobie pomyślałam. Pani fryzjerka. Stylistka fryzur - mówiąc ładniej. Zawód jak każdy inny. Dość powszechny.
Ale...
Gdyby tak wszyscy przykładali się do swojej roboty jak ta pani, naprawdę wszystko wyglądałoby tak, jak moje włosy. Uporządkowane. Ładne.
Tajemnica sekretu tej pani tkwi w tym, do czego się przyznała, gdy spytałam ją, czy lubi swoją pracę.
- Tak - odpowiedziała bez chwili namysłu. Z pełnym przekonaniem.
W sumie nie musiałam pytać. Było widać, że lubi to, co robi. Czego Wam życzę.
I sobie też:)
Zazwyczaj podcinanie włosów trwa u mnie ok. pół godziny. Mam gęstą czuprynę i kolejnym partiom trzeba poświęcać sporo uwagi. Dziś jednak trafiłam na fryzjerkę - perfekcjonistkę. Na jej fotelu siedziałam godzinę. Az ścierpła mi pupa i zaschło w gardle.
![]() |
| Roy Lichtenstein |
Pani była młodziutka, energiczna i małomówna. Skupiona na swojej pracy. Precyzyjna, dokładna. Była też wymagająca - często przywoływała mnie do porządku, gdy zaczynałam się wiercić.
Swoją robotę wykonała fantastycznie. Każdy włosek idealnie podcięty. Wszystko leży jak należy. Na początku strzyżenia powiedziałam, że ufam jej intuicji. Nie zawiodłam się. Z długością trafiła w dziesiątkę. Ze stopniowaniem cieniowania również.
Ideał.
I tak sobie pomyślałam. Pani fryzjerka. Stylistka fryzur - mówiąc ładniej. Zawód jak każdy inny. Dość powszechny.
Ale...
Gdyby tak wszyscy przykładali się do swojej roboty jak ta pani, naprawdę wszystko wyglądałoby tak, jak moje włosy. Uporządkowane. Ładne.
Tajemnica sekretu tej pani tkwi w tym, do czego się przyznała, gdy spytałam ją, czy lubi swoją pracę.
- Tak - odpowiedziała bez chwili namysłu. Z pełnym przekonaniem.
W sumie nie musiałam pytać. Było widać, że lubi to, co robi. Czego Wam życzę.
I sobie też:)
![]() |
| Fot. Pinterest |
poniedziałek, 13 lipca 2015
Jak tanio upiększyć mieszkanie? Mój sposób - piękno z odzysku.
W świecie, w którym można mieć wszystko, zaraz, teraz od ręki, już, na tony, grozi nam zakopanie się w rzeczach.
Kupujemy za dużo, za często. Niepotrzebnie. Bo lubimy, bo ładne, bo się przyda.
Piąty zestaw serwetek, trzecia lampa, kolejna para butów (choć te z poprzedniego sezonu jeszcze zupełnie przyzwoite).
Rzeczy tracą smak, tracą duszę. Są z nami na moment, potem gdzieś je upychamy, sięgamy po następne.
Moim remedium na bezduszność rzeczy jest szukanie skarbów w second handach. Wybieram starannie. Nie na wagę, nie na ilość. Szukam rzeczy, które w stu procentach będą moje. Po latach tułaczki znajdą przystań w moim pokoju, na moim stole.
Ostatnio w jednym z magazynów znalazłam kilka świetnych naczyń. Między innymi ten prosty, delikatny wazon z cienkiego szkła.
Jest lekki i kruchy. Dokładnie tak, jak białe kwiatki, które rosły przy drodze.
Tak, to zdecydowanie moja słabość. Szukanie kwiatów w rowach i wprowadzanie ich w nowy wymiar. Przepyszne róże, strojne piwonie nie mają szans w rywalizacji z drobnym kwieciem zerwanym przy drodze.
Kupujemy za dużo, za często. Niepotrzebnie. Bo lubimy, bo ładne, bo się przyda.
Piąty zestaw serwetek, trzecia lampa, kolejna para butów (choć te z poprzedniego sezonu jeszcze zupełnie przyzwoite).
Rzeczy tracą smak, tracą duszę. Są z nami na moment, potem gdzieś je upychamy, sięgamy po następne.
Moim remedium na bezduszność rzeczy jest szukanie skarbów w second handach. Wybieram starannie. Nie na wagę, nie na ilość. Szukam rzeczy, które w stu procentach będą moje. Po latach tułaczki znajdą przystań w moim pokoju, na moim stole.
Ostatnio w jednym z magazynów znalazłam kilka świetnych naczyń. Między innymi ten prosty, delikatny wazon z cienkiego szkła.
Jest lekki i kruchy. Dokładnie tak, jak białe kwiatki, które rosły przy drodze.
Tak, to zdecydowanie moja słabość. Szukanie kwiatów w rowach i wprowadzanie ich w nowy wymiar. Przepyszne róże, strojne piwonie nie mają szans w rywalizacji z drobnym kwieciem zerwanym przy drodze.
Kwiatki zebrane przy drodze. Za darmo:) |
Wazon, 2 zł |
sobota, 16 maja 2015
Jak zrobić zupę krem z brokuła? Szybko!
Na sezon świeżych, polskich warzyw i owoców wciąż jeszcze (nie)cierpliwie czekam. To, co ląduje na półkach marketów, satysfakcjonuje mnie w małym stopniu. Dlaczego? To proste - po pierwsze jest tego MAŁO. Cóż to za wybór? Pomidory (często bez smaku), ogórki (za 7 zł kg), sałata, sztucznie pędzony szczypiorek. Zaczyna się pojawiać kapusta, ale to raczej namiastka tego warzywa. tak samo kalafiory (w dramatycznych cenach).
Tanie i szeroko dostępne są za to brokuły.
Zanim więc przyjdzie mi rozpłynąć się nad walorami smakowymi tegorocznej botwinki czy kremowego, kruchutkiego kalafiora, panie i panowie - BROKUŁ.
A z brokuła szybka i pyszna zupa krem. Przetestowana na synu, niespełna dwuletnim, który lubi powybrzydzać, jeśli chodzi o jarzyny. Z talerza mieszanki warzywnej potrafi wybrać wyłącznie "mafef". Zdarza się, że ma dzień na brokuła. Ale za tydzień odsuwa go gestem zdecydowanym i nieznoszącym sprzeciwu.
Takiś ty? Dam ci ja zupę krem. Nic w niej nie zobaczysz. No, oprócz grzanek.
Syn zjadł. Pierwszego dnia całą miseczkę. Drugiego - podobnie. Czyli smakowało, czyli z czystym sumieniem polecam.
Robi się BŁYSKAWICZNIE.
Wywar jarzynowy
2 marchewki
1 pietruszka
kawałek selera
2 pędy selera naciowego
2 cebule
ząbek czosnku
Po ugotowaniu wywaru wrzucam do niego pokrojonego brokuła. Gotuję do miękkości. Miksuję.
Doprawiam
sól
pieprz
sporo gałki muszkatołowej
trochę cukru trzcinowego
Podaję z grzankami z pieczywa tostowego i fenomenalnym Cheddarem. W Biedronce był ostatnio w promocji. Posypuję natką pietruszki.
niedziela, 26 kwietnia 2015
Motywator na niedzielę. I na cały nadchodzący tydzień.
Czasem w życiu na drugi plan schodzą przepisy na kurczaka w jarzynach. Porady związane ze sprzątaniem kuchni czy segregowaniem odpadów.
Czasem w życiu czujemy, że zapadłyśmy w letarg. Śpiączkę. Bezruch. Marazm. Nic nie smakuje tak jak kiedyś. Wszystko smakuje tak samo.
W takich chwilach czyścimy duszę. Wietrzymy głowę. I zamiast kolejnego przepisu na kurczaka, szukamy strawy dla ducha.
Ja pożeram właśnie prawdziwą ucztę. Trudną, bolesną. I niesamowicie budującą.
Dla wszystkich, które czują się wypalone, smutne i bezradne:
Czasem w życiu czujemy, że zapadłyśmy w letarg. Śpiączkę. Bezruch. Marazm. Nic nie smakuje tak jak kiedyś. Wszystko smakuje tak samo.
W takich chwilach czyścimy duszę. Wietrzymy głowę. I zamiast kolejnego przepisu na kurczaka, szukamy strawy dla ducha.
Ja pożeram właśnie prawdziwą ucztę. Trudną, bolesną. I niesamowicie budującą.
Dla wszystkich, które czują się wypalone, smutne i bezradne:
sobota, 25 kwietnia 2015
Jak przechowywać sałatę, by stała długo i szczęśliwie.
Sałata jest trochę jak kobieta. Zabiega o uwagę. Jeśli zapomnimy o niej na dzień lub dwa, zwiędnie. Jej listki zwiotczeją. Woda wyparuje i zostawi nam zamiast góry witamin i chlorofilu kupę schnących liści.
Nie dajmy umrzeć sałacie. Ratujmy witaminy.
Co zrobić, by sałata w dobrym nastroju przetrwała kilka dni.
Wyjmujemy sałatę z worka foliowego.
Na talerzyku układamy kilka arkuszy ręcznika papierowego albo chusteczek higienicznych.
Lejemy trochę wody.
Kładziemy sałatę na talerzyku.
Wstawiamy do lodówki.
Świeżość na kilka dni gwarantowana.
Nie dajmy umrzeć sałacie. Ratujmy witaminy.
Co zrobić, by sałata w dobrym nastroju przetrwała kilka dni.
Wyjmujemy sałatę z worka foliowego.
Na talerzyku układamy kilka arkuszy ręcznika papierowego albo chusteczek higienicznych.
Lejemy trochę wody.
Kładziemy sałatę na talerzyku.
Wstawiamy do lodówki.
Świeżość na kilka dni gwarantowana.
piątek, 24 kwietnia 2015
Jak poczuć się lepiej na wiosnę. Za całe 17 złotych.
Nie wiem, czy dużo kobiet "tak ma". Myślę, że całkiem sporo. Ja w każdym razie zaliczam się do tej nieszczęsnej grupy babek, które zapominają o sobie na rzecz innych.
Empatia. Altruizm. Miłość. Opiekuńczość. O tak, jestem prawdziwą fontanną, z której tryskają te oto cechy. Cechy właściwe kobietom, opisujące je i często niszczące.
- Mamo potrzebuję tego...
- Mamo, kupisz mi to?
- Mamo, nie mam tego...
- Tak, wiem.
- Tak, kupię ci.
- Tak, pamiętam.
- Mamo, zobacz jakie ładne buty. Może sobie kupisz?
- Nie. Ja mam buty.
- Mamo, a coś dla ciebie?
- Nie, ja wszystko mam.
Kwiecień. Ciepło. Pachnie. Jedziemy kupić parę drobiazgów. Dla dzieci.
Szybki wybór, zaraz idę do kasy. Po drodze mijam półki z chustkami. Szaliki, apaszki. Ładne. Przeglądam. Ta jest ładna.
- Mamo, zobacz jaka fajna.
- O, faktycznie! Wezmę sobie. I jeszcze tę.
Dwie piękne apaszki lądują w koszyku.
Czy aby nie za drogo? Czy aby nie zaszaleję w tym przypływie egoizmu?
Całe 17 złotych. Za dwie ładne chustki. Od razu zakładam jedną z nich. Niebieska, w paseczki. Pasuje do mnie.
Kobieto. Zapomnij czasem, że masz dzieci, że masz tyle innych wydatków. Zrób sobie małą przyjemność. Za 17 złotych kup sobie poczucie, że Ty też jesteś ważna.
Empatia. Altruizm. Miłość. Opiekuńczość. O tak, jestem prawdziwą fontanną, z której tryskają te oto cechy. Cechy właściwe kobietom, opisujące je i często niszczące.
- Mamo potrzebuję tego...
- Mamo, kupisz mi to?
- Mamo, nie mam tego...
- Tak, wiem.
- Tak, kupię ci.
- Tak, pamiętam.
- Mamo, zobacz jakie ładne buty. Może sobie kupisz?
- Nie. Ja mam buty.
- Mamo, a coś dla ciebie?
- Nie, ja wszystko mam.
Kwiecień. Ciepło. Pachnie. Jedziemy kupić parę drobiazgów. Dla dzieci.
Szybki wybór, zaraz idę do kasy. Po drodze mijam półki z chustkami. Szaliki, apaszki. Ładne. Przeglądam. Ta jest ładna.
- Mamo, zobacz jaka fajna.
- O, faktycznie! Wezmę sobie. I jeszcze tę.
Dwie piękne apaszki lądują w koszyku.
Czy aby nie za drogo? Czy aby nie zaszaleję w tym przypływie egoizmu?
Całe 17 złotych. Za dwie ładne chustki. Od razu zakładam jedną z nich. Niebieska, w paseczki. Pasuje do mnie.
Kobieto. Zapomnij czasem, że masz dzieci, że masz tyle innych wydatków. Zrób sobie małą przyjemność. Za 17 złotych kup sobie poczucie, że Ty też jesteś ważna.
czwartek, 23 kwietnia 2015
Wiosna 2015 uderzyła z siłą multimediów
Spóźniła się. To prawda. W pewnym momencie powiedziałam:
- Od dziś nie wychodzę na dwór. Strajk. Protest. Nie przychodzi, ja też nie wychodzę.
To był kolejny dzień zimnego wiatru, kataru w nosach i lęku, że zarazki znów uderzą z siłą wtłaczającą do łóżka.
Na szczęście ten straszny wiatr był zapowiedzią przełomu. Od dwóch dni jest cieplej. Wiosna chyba wreszcie przyszła.
Przywitaliśmy się tradycyjnie. Ona nas kwiatami i eksplozją kolorów. Do tego dodała - niczym w profesjonalnej prezentacji - gromkie TADAM! w postaci świergotu drylu i ploliplotu ptaszków. My ją przywitaliśmy lodami na patyku i rowerową wycieczką. Godzinną.
Zostań już.
Wiosno.
- Od dziś nie wychodzę na dwór. Strajk. Protest. Nie przychodzi, ja też nie wychodzę.
To był kolejny dzień zimnego wiatru, kataru w nosach i lęku, że zarazki znów uderzą z siłą wtłaczającą do łóżka.
Na szczęście ten straszny wiatr był zapowiedzią przełomu. Od dwóch dni jest cieplej. Wiosna chyba wreszcie przyszła.
Przywitaliśmy się tradycyjnie. Ona nas kwiatami i eksplozją kolorów. Do tego dodała - niczym w profesjonalnej prezentacji - gromkie TADAM! w postaci świergotu drylu i ploliplotu ptaszków. My ją przywitaliśmy lodami na patyku i rowerową wycieczką. Godzinną.
Zostań już.
Wiosno.
sobota, 2 listopada 2013
Zupa z dyni (banalnie prosta i pikantna)
Dynię można lubić, można jej też nienawidzieć. Dość mdły smak jest problematyczny dla wielu osób. Owszem, smakosze przekonują, że z dyni można zrobić dokładnie WSZYSTKO. Ale trzeba przy tym pamiętać o naprawdę dobrym doprawieniu potrawy.
Co zatem lubi dynia?
Pieprz
Gałkę muszkatołową
Imbir
Cytrynę
Ostry ser też lubi
W ogóle - służy jej to, co pikantne, bo ona sama taka nijaka;)
Moja zupa nie mogła być nijaka, bo gotuję dla męża. Ten mówi, że zje wszystko, ale ja wolę usłyszeć po obiedzie hasło "to było dobre!" niż zobaczyć tylko pusty talerz odstawiony do zlewu.
Na pikantną zupę z dyni potrzebujemy:
pół dużej dyni
jarzyny na wywar: marchew, pietruszka, seler, cebula, kawałek pora
przyprawy: sól, pieprz, cukier trzcinowy, imbir, gałka muszkatołowa
prażone ziarna: słonecznik, dynia, siemię lniane, sezam.
- Dynię myję, wydrążam nasiona, wstawiam do piekarnika nagrzanego do temp. ok. 180 stopni. Piekę ze skórką.
- Warzywa obieram, gotuję z nich mocny wywar (dodaję ok. 5 łyżek oleju rzepakowego)
- Gdy dynia jest mięciutka i ostudzona, zdejmuję skórkę, kroję na kawałki.
- Dynię wrzucam do wywaru, miksuję
- Doprawiam zupę dużą ilością imbiru i gałki plus reszta przypraw
- Podaję z ostrym serem (parmezan lub ser w tym typie), grzankami i prażonymi na małej ilości oleju nasionami
wtorek, 29 października 2013
Pieczone warzywa - przepis z magazynu SHAPE
A co tam! Zdjęcia są tak fajne, że wrzucę aż 16;)
Co my tu mamy? Mamy ziemniaki, dynię, cukinię, marchew, pietruszkę i cebulę...
...Ziemniaki muszą być pieczone w folii, nie upieką się z innymi warzywami. Resztę warzyw piekłam na papierze do pieczenia, odkryte...
...przepis na pieczone warzywa korzeniowe znalazłam w listopadowym magazynie "Shape". Ja dodała, jeszcze dynię i cukinię...
...odkryłam przy okazji, że pieczona pietruszka smakuje bosko;)
...a w domu zapachniało grillem:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
































