Przez nasz dom przemaszerowało wiele czajników. Z dalekiej wyprawy przywiozłam mały, zielony czajniczek z drewnianą pokrywką. Gustowny, acz totalnie niepraktyczny. Designerski, lecz chybotliwy i mały.
Przez lata gwizdały u nas stalowe czajniki, których szczerze nie znosiłam. Wodę gotuje się w takim stanowczo za długo. Zanim zaczęliśmy używać filtrów do wody czajniki non stop były zawalone kamieniem.
Potem - na próbę - kupiliśmy tani plastikowy czajnik elektryczny. Sprawdzał się, ale krótko. Jeszcze na gwarancji zepsuł się i producent wymienił nam go na nowy model. Nowy też się zepsuł, potem kolejny. W sumie ratowali nam ten czajnik chyba ze cztery razy.
W końcu poddaliśmy się w Media Markt kupiliśmy inny czajnik. Posłużył nam kilka miesięcy, ale uznaliśmy, że zapach plastiku wydobywający się z niego jest nie do zniesienia, poza tym przestraszyliśmy się, że łykamy wraz z herbatką rakotwórcze dodatki i czajnik wylądował na szafie.
Kupiliśmy Zelmera. Nie był bardzo drogi, kosztował wtedy niewiele ponad 100 złotych. Służył dzielnie przez długi czas, służyła mu filtrowana woda. Jednak grzałka w końcu i tak się spaliła. Odesłaliśmy czajnik do producenta. Dostaliśmy - w ramach gwarancji - nowy model.
I co?
Miał być niezawodny, a tymczasem... przecieka! Na dole, pod uchwytem przez cały czas są przesiąki. Po dłuższym czasie robi się tam paskudny kamień. I lepiej go nie ścierać, bo wtedy woda cieknie jeszcze zacieklej:)
Nie mam już siły reklamować kolejny raz tego czajnika. Wiem, że to słabe ogniwo w produkcji Zelmera - w internecie więcej klientów skarżyło się na to, że czajnik przecieka. Może nowsze modele już nie są wadliwe, może grzeją wodę jak szalone, a ich grzałki się nie przepalają.
Ja chyba mam pecha...
Jeśli macie do czynienia z innymi, lepszymi modelami czajnika, napiszcie.
