Gdzie się Wam najlepiej rozmyśla? Ja oddaję się refleksjom albo nad deską do prasowania, albo nad zlewozmywakiem, albo też pod prysznicem. Lejąca się woda (tudzież woda padająca kropelkami na bieliznę) działa na mój mózg relaksująco.
Myślę wtedy o sprawach mniej lub bardziej ważnych, bieżących, nabrzmiewających w danej chwili.
Dziś podczas wieczornych ablucji rozmyślałam o względności.
Zaledwie kilkanaście dni temu psioczyło się na pogodę, na brak wiosny, na szarówkę. Nagle ścisnął mróz do minus 25 stopni. Świat zamar(z)ł.
Wszyscy zamknęli się w domach. Zasłonili wszelkie możliwe dziury i dziurki, poupychali uszczelki i watę w oknach. Nastawili się na wchłanianie - ciepła, energii. Koce, kołdry, swetry, polary. Dużo jedzenia. Cisza i oczekiwanie.
Kiedy więc w ostatnich dniach mrozy zelżały, wszystkim z serc zaczęły spadać kamienie. Okna zaczęły skrzypieć, pachnący zimowy wiatr zaczął przemykać po pokojach. Odpuściło.
Dziękujemy dziś za to "ciepło", bo wszak minus 5 stopni to wielkie rozpuszczanie nas przez naturę. Jesteśmy wdzięczni, że już nie musimy spać w wełnianych swetrach, nosić gryzących rajstop i przemykać do sklepu niczym złodzieje, bo mróz ścina oddech.
Względność. Kiedy coś da ci w tyłek tak mocno, że ledwie dyszysz, gdy odpuszcza, czujesz, że złapałeś Pana Boga za nogi.
Dlatego pewnie ci, co mają mniej, częściej się cieszą i łatwiej u nich o euforię wywołaną samym faktem życia, jedzenia, wiatru, biegania po piasku i innymi prostymi rzeczami.
wtorek, 14 lutego 2012
Makaron z sosem śmietanowo-serowym i orzechami
Szukam energii. Zima się kończy, a ja czuję, że muszę ładować akumulatory. Witaminy rzecz ważna, ale bez węglowodanów ten czas byłby marny.
Dlatego podjadam chrupkie pieczywo, sucharki, płatki. Jem dużo ryżu i kasz, gotuję makarony.
Dziś do pieczeni z szynki przygotowała prosty sos śmietanowo-serowy z orzechami.
Robi się go błyskawicznie.
PRZEPIS
Potrzebujemy:
* 15 dkg twardego ostrego sera (może być parmezan, bursztyn)
* tłusta śmietana 18% lub śmietanka 30% - 3/4 szklanki
* 2 łyżki masła
* sól
* pieprz
* pokrojone orzechy włoskie
* natka pietruszki
* ewentualnie gałka muszkatołowa
Wykonanie:
W rondlu z grubym dnem rozpuszczam masło, dodaję do niego starty ser i śmietanę. Mieszam, gotuję ok. 5 minut. Doprawiam solą, pieprzem (dużo!) i gałką. Po wymieszaniu z makaronem posypuję orzechami i natką pietruszki.
Dlatego podjadam chrupkie pieczywo, sucharki, płatki. Jem dużo ryżu i kasz, gotuję makarony.
Dziś do pieczeni z szynki przygotowała prosty sos śmietanowo-serowy z orzechami.
Robi się go błyskawicznie.
PRZEPIS
Potrzebujemy:
* 15 dkg twardego ostrego sera (może być parmezan, bursztyn)
* tłusta śmietana 18% lub śmietanka 30% - 3/4 szklanki
* 2 łyżki masła
* sól
* pieprz
* pokrojone orzechy włoskie
* natka pietruszki
* ewentualnie gałka muszkatołowa
Wykonanie:
W rondlu z grubym dnem rozpuszczam masło, dodaję do niego starty ser i śmietanę. Mieszam, gotuję ok. 5 minut. Doprawiam solą, pieprzem (dużo!) i gałką. Po wymieszaniu z makaronem posypuję orzechami i natką pietruszki.
sobota, 11 lutego 2012
Indyk duszony w warzywach z mąką gryczaną
Kupiłam ostatnio piękny filet z indyka. Świeżutkie mięso, młode, miękkie, delikatne.
Podzieliłam kilogramowy kawałek na trzy porcje - z jednej przygotowałam dziś bitki duszone w warzywach. Danie lekkie, szybkie i bardzo smaczne.
PRZEPIS
* plastry fileta z indyka
* warzywa - seler naciowy, cebula, czosnek, papryka czerwona, korzeń pietruszki, natka pietruszki, może być kapusta, trochę marchewki
* sól, pieprz, bazylia, lubczyk, sos sojowy, cytryna
* mąka gryczana
* olej, masło
* Plastry mięsa rozbijam, nacieram solą i pieprzem, skrapiam cytryną, posypuję ziołami, skrapiam sosem sojowym (nie za dużo). Odstawiam na chwilę, żeby mięso naciągnęło smak.
* Mięso obsypuję mąką gryczaną.
* Na patelnię wrzucam pokrojone warzywa, mieszam przez chwilę.
* Na rozgrzanym tłuszczu, na warzywach, układam mięso.
* Obsmażam z obu stron, potem zalewam wywarem lub wodą.
* Duszę około 20-25 minut, aż sos zgęstnieje, a mięso zrobi się mięciutkie.
W czasie duszenia dodaję trochę masła, sprawdzam czy woda nie wyparowała. Duszę pod przykryciem.
Do mięsa podałam ryż, brokuły i sos z pieczarek.
Było naprawdę smacznie. I zielono - co teraz, pod koniec zimy, ma szczególne znaczenie.
Smacznego:)
Podzieliłam kilogramowy kawałek na trzy porcje - z jednej przygotowałam dziś bitki duszone w warzywach. Danie lekkie, szybkie i bardzo smaczne.
PRZEPIS
* plastry fileta z indyka
* warzywa - seler naciowy, cebula, czosnek, papryka czerwona, korzeń pietruszki, natka pietruszki, może być kapusta, trochę marchewki
* sól, pieprz, bazylia, lubczyk, sos sojowy, cytryna
* mąka gryczana
* olej, masło
* Plastry mięsa rozbijam, nacieram solą i pieprzem, skrapiam cytryną, posypuję ziołami, skrapiam sosem sojowym (nie za dużo). Odstawiam na chwilę, żeby mięso naciągnęło smak.
* Mięso obsypuję mąką gryczaną.
* Na patelnię wrzucam pokrojone warzywa, mieszam przez chwilę.
* Na rozgrzanym tłuszczu, na warzywach, układam mięso.
* Obsmażam z obu stron, potem zalewam wywarem lub wodą.
* Duszę około 20-25 minut, aż sos zgęstnieje, a mięso zrobi się mięciutkie.
W czasie duszenia dodaję trochę masła, sprawdzam czy woda nie wyparowała. Duszę pod przykryciem.
Do mięsa podałam ryż, brokuły i sos z pieczarek.
Było naprawdę smacznie. I zielono - co teraz, pod koniec zimy, ma szczególne znaczenie.
Smacznego:)
niedziela, 5 lutego 2012
Chleb, jakiego jeszcze nie było
W domu specjalistą od wypieku chleba jest mąż.
On eksperymentuje, miesza, szuka sposobów na uzyskanie najlepszego efektu. My - to znaczy ja i córki - przyklaskujemy mu ochoczo, bo tak dobrego chleba, jaki wychodzi z domowego piekarnika, ze świecą szukać w sklepach czy piekarniach.
Dziś mąż wspiął się na wyżyny swego talentu. Posłuchał pewnego Włocha, który na swoim blogu zachęcał, by wyrośnięty chleb wkładać do chłodnego, nie zaś gorącego piekarnika.
W tej niskiej temperaturze, która stopniowo rosła, chleb podnosił się jeszcze powolutku. Nie opadł - utrzymał fantastyczną formę i wysokość. Co jakiś czas mąż spryskiwał bochenek wodą, dzięki czemu skórka zrobiła się chrypiąca.
Bardzo chrupiąca.
Taki chleb, dopiero co wystudzony, najlepiej smakuje nam z olejem lnianym lub oliwą i oliwkami. Nawet ser jest zbędny - chleb plus olej to istna uczta.
Polecam to połączenie. Ja nawet bułki jadam z olejem lnianym. Są lepsze, niż z masłem.
On eksperymentuje, miesza, szuka sposobów na uzyskanie najlepszego efektu. My - to znaczy ja i córki - przyklaskujemy mu ochoczo, bo tak dobrego chleba, jaki wychodzi z domowego piekarnika, ze świecą szukać w sklepach czy piekarniach.
Dziś mąż wspiął się na wyżyny swego talentu. Posłuchał pewnego Włocha, który na swoim blogu zachęcał, by wyrośnięty chleb wkładać do chłodnego, nie zaś gorącego piekarnika.
W tej niskiej temperaturze, która stopniowo rosła, chleb podnosił się jeszcze powolutku. Nie opadł - utrzymał fantastyczną formę i wysokość. Co jakiś czas mąż spryskiwał bochenek wodą, dzięki czemu skórka zrobiła się chrypiąca.
Bardzo chrupiąca.
Taki chleb, dopiero co wystudzony, najlepiej smakuje nam z olejem lnianym lub oliwą i oliwkami. Nawet ser jest zbędny - chleb plus olej to istna uczta.
Polecam to połączenie. Ja nawet bułki jadam z olejem lnianym. Są lepsze, niż z masłem.
Dzieciom do czytania - Cudaczek i przyjaciele
Odkąd moje dwie córki zaczęły interesować się papierem (a nastąpiło to bardzo wcześnie - pierwsze gazety darły mając kilka miesięcy;) zawsze kupowałam im pisemka dla maluchów.
Najpierw był "Miś", którego już nie ma, kolorowe gazetki z gadżetami - dawno temu z Teletubisiami, potem z innymi bohaterami kreskówek.
Dość szybko zaczęłam kupować "Abecadło", miesięcznik wydawnictwa Aksjomat. Już jako 3-4-letnie smyki dziewczyny nieudolnie kreśliły w tych gazetkach szlaczki i bazgrały na potęgę. Potem doskonaliły umiejętności, karty czasopism zaczęły wyglądać coraz piękniej.
"Abecadło" kupuję do tej pory. Dziewczyny biorą udział w konkursach rysunkowych, kilka razy wygrały piękne książeczki. Lubię ten magazyn, bo trzyma poziom i jest interesujące.
Ostatnio na rynku pojawiło się konkurencyjne pismo poznańskiego wydawnictwa. W naszym domu są już dwa jego numery, można więc powiedzieć, że magazyn się sprawdził, a dziewczyny go polubiły.
Chodzi o pisemko "Cudaczek i Przyjaciele". Jest dość drogie, kosztuje prawie 7 złotych ("Abecadło" jest jednak tańsze), "Cudaczek..." jest przy tym kwartalnikiem. Ładnie wydany, pełen kolorowych ilustracji, ciekawych artykułów. Plusem jest bardzo duża ilość zadań do wykonania. Kolorowanki, łączenia cyfr, nauka pisania (przydaje się młodszej córce), proste zadania matematyczne, zadania logiczne.
Do tego eksperymenty (wszystkie chętnie robi starsza córka), ciekawostki, garść słówek angielskich, wierszyki Agnieszki Frączek i proza.
Są również łatwe przepisy kulinarne oraz dział Zrób to sam - w nowym numerze do zrobienia z rodzicami wieszaczek na klucze.
Moje córki uwielbiają też plakaty zwierząt, które są dołączane do gazetki.
Jednym słowem - magazyn ciekawy i podoba się dzieciakom. Polecam.
Tu znajdziecie stronę "Cudaczka..."
Najpierw był "Miś", którego już nie ma, kolorowe gazetki z gadżetami - dawno temu z Teletubisiami, potem z innymi bohaterami kreskówek.
Dość szybko zaczęłam kupować "Abecadło", miesięcznik wydawnictwa Aksjomat. Już jako 3-4-letnie smyki dziewczyny nieudolnie kreśliły w tych gazetkach szlaczki i bazgrały na potęgę. Potem doskonaliły umiejętności, karty czasopism zaczęły wyglądać coraz piękniej.
"Abecadło" kupuję do tej pory. Dziewczyny biorą udział w konkursach rysunkowych, kilka razy wygrały piękne książeczki. Lubię ten magazyn, bo trzyma poziom i jest interesujące.
Ostatnio na rynku pojawiło się konkurencyjne pismo poznańskiego wydawnictwa. W naszym domu są już dwa jego numery, można więc powiedzieć, że magazyn się sprawdził, a dziewczyny go polubiły.
Chodzi o pisemko "Cudaczek i Przyjaciele". Jest dość drogie, kosztuje prawie 7 złotych ("Abecadło" jest jednak tańsze), "Cudaczek..." jest przy tym kwartalnikiem. Ładnie wydany, pełen kolorowych ilustracji, ciekawych artykułów. Plusem jest bardzo duża ilość zadań do wykonania. Kolorowanki, łączenia cyfr, nauka pisania (przydaje się młodszej córce), proste zadania matematyczne, zadania logiczne.
Do tego eksperymenty (wszystkie chętnie robi starsza córka), ciekawostki, garść słówek angielskich, wierszyki Agnieszki Frączek i proza.
Są również łatwe przepisy kulinarne oraz dział Zrób to sam - w nowym numerze do zrobienia z rodzicami wieszaczek na klucze.
Moje córki uwielbiają też plakaty zwierząt, które są dołączane do gazetki.
Jednym słowem - magazyn ciekawy i podoba się dzieciakom. Polecam.
Tu znajdziecie stronę "Cudaczka..."
piątek, 3 lutego 2012
Szybko, szpinak!
Świeże listki szpinaku były już bohaterem jednego z wpisów na blogu.
Podałam wtedy przepis na prostą sałatkę z młodym szpinakiem i przepiórczymi jajkami (jestem szczęściarą, mam w rodzinie hodowcę przepiórek:)
Tym razem, jako że żołądki moich dzieci ciągle jeszcze dochodzą do formy po dramatycznych przejściach z grypą żołądkową, nie zdecydowałam się na podanie im surowych liści. Wrzuciłam je na masło, doprawiłam 2 ząbkami czosnku przeciśniętego przez praskę, pieprzem, sokiem z cytryny (dużo!) oraz solą i odrobiną cukru.
Dodatek do ryżu jaśminowego, który ożywił smak drugiego dania, powstał w 2 minuty. Te listki są tak delikatne, że rozpływają się w ustach. Dzieci zjadły bez szemrania, nawet młodsza córka, która stroni od ostrych smaków, pomieszała łodyżki z ryżem i bez skarg pożarła. Życzę Wam, żeby i Wasze dzieciaki tak lubiły zieleninę:)
Tym razem, jako że żołądki moich dzieci ciągle jeszcze dochodzą do formy po dramatycznych przejściach z grypą żołądkową, nie zdecydowałam się na podanie im surowych liści. Wrzuciłam je na masło, doprawiłam 2 ząbkami czosnku przeciśniętego przez praskę, pieprzem, sokiem z cytryny (dużo!) oraz solą i odrobiną cukru.
Dodatek do ryżu jaśminowego, który ożywił smak drugiego dania, powstał w 2 minuty. Te listki są tak delikatne, że rozpływają się w ustach. Dzieci zjadły bez szemrania, nawet młodsza córka, która stroni od ostrych smaków, pomieszała łodyżki z ryżem i bez skarg pożarła. Życzę Wam, żeby i Wasze dzieciaki tak lubiły zieleninę:)
Na wyprzedaży w Camaieu
Pewnie moje zakupy sprzed wielkich chorób (czyli sprzed dwóch tygodni) przeszłyby bez echa na blogu, gdyby nie fakt, że kupiłam dziś nową Claudię (to jeden z niewielu magazynów, które przynoszę do domu) i znalazłam w niej, w dziale moda/inspiracje zestawienia ubrań i dodatków w kolorze czerwonego wina.
Nie bordo, raczej burgund, purpura, niemal fiolet.
Na ten właśnie kolor skusiłam się ostatnio buszując po wieszakach z przecenionymi bluzkami. Szukałam czegoś w miarę eleganckiego, ale niezbyt oficjalnego. Spodobała mi się bluzka z niewielkim dekoltem, który opada i ładnie się układa nad biustem. Nienawidzę push-up'ów, wkładek i innych wynalazków, dlatego ta bluzka z podwójnym materiałem na dekolcie sprawdziła się w 100 procentach.
Okazuje się zatem, że mam bluzkę w modnym kolorze. Niedrogą chyba - 35 złotych to chyba nie jest astronomiczna kwota.
W Camaieu było sporo ładnych rzeczy, spodobały mi się sweterki, ale musiałam zaopatrzyć się jeszcze w dżinsy, więc póki co zrezygnowałam z rozpinanych swetrów. Spodnie kupiłam za 50 złotych - śmieszna cena, leżą jak ulał, są świetnie skrojone i dopasowane.
Tego samego dnia kupiłam też przetarte, cienkie boot-cut'y w H&M. Noszę je codziennie, uwielbiam i chwalę. Podobnie jak te ciemne z Camaieu będą pasować do bluzki.
Burgund to trudny kolor, jeśli chodzi o dodatki. Sprany błękit jeszcze mi z nim leży, granat także. Poza tym zostanie chyba tylko szarość i czerń. A czarnego na razie mam po dziurki w nosie, więc szary i denim pod rozwagę.
Jeśli chodzi o Camaieu - polecam. Obłsuga w Lublinie (Plaza) super, ceny normalne, materiały nie najgorsze.
Nie bordo, raczej burgund, purpura, niemal fiolet.
Na ten właśnie kolor skusiłam się ostatnio buszując po wieszakach z przecenionymi bluzkami. Szukałam czegoś w miarę eleganckiego, ale niezbyt oficjalnego. Spodobała mi się bluzka z niewielkim dekoltem, który opada i ładnie się układa nad biustem. Nienawidzę push-up'ów, wkładek i innych wynalazków, dlatego ta bluzka z podwójnym materiałem na dekolcie sprawdziła się w 100 procentach.
Okazuje się zatem, że mam bluzkę w modnym kolorze. Niedrogą chyba - 35 złotych to chyba nie jest astronomiczna kwota.
W Camaieu było sporo ładnych rzeczy, spodobały mi się sweterki, ale musiałam zaopatrzyć się jeszcze w dżinsy, więc póki co zrezygnowałam z rozpinanych swetrów. Spodnie kupiłam za 50 złotych - śmieszna cena, leżą jak ulał, są świetnie skrojone i dopasowane.
Tego samego dnia kupiłam też przetarte, cienkie boot-cut'y w H&M. Noszę je codziennie, uwielbiam i chwalę. Podobnie jak te ciemne z Camaieu będą pasować do bluzki.
Burgund to trudny kolor, jeśli chodzi o dodatki. Sprany błękit jeszcze mi z nim leży, granat także. Poza tym zostanie chyba tylko szarość i czerń. A czarnego na razie mam po dziurki w nosie, więc szary i denim pod rozwagę.
Jeśli chodzi o Camaieu - polecam. Obłsuga w Lublinie (Plaza) super, ceny normalne, materiały nie najgorsze.
![]() |
| 35 złotych to chyba jeszcze rozsądna cena za cienką bluzkę z długim rękawem. |
![]() |
| Jak widać, jestem modna. Burgund rządzi:) |
czwartek, 2 lutego 2012
Fartuch ładny - dobra rzecz:)
Jako że w kuchni spędzam prawie połowę życia (a jeśli nie połowę, to na pewno jego ćwierć), moje kuchenne fartuchy zaczynają z czasem przypominać stare ścierki.
Wszystkie, które mam, dostałam od dobrych duszyczek - a to od Babci, a to od Teściowej, a to od Mamy. Wszystkie fartuchy służą dzielnie od lat, ale ostatnio zauważyłam, że chciałyby już pójść na emeryturę. Sprały się, zniszczyły.
Poszukam czegoś ładnego. Na razie zerknęłam na ofertę Home&You, bo ten sklep mam w sumie najbliżej i ceny jakoś nie straszne. Za 35 złotych można mieć porządny (choć materiał muszę sprawdzić na miejscu), długi fartuch, który szczelnie "omota" moje drobne ciałko. Ani bluzka, ani spodnie nie będą drżeć przed buraczkami czy pomidorówką.
Na Allegro wybór średni, a ceny porównywalne albo i wyższe. Jeden tylko fartuszek stamtąd ujął mnie szczególnie - to ten w krateczkę. Pozostałe nie wzruszyły mnie wcale. Jak mrozy ustąpią, pojadę do H&Y zobaczyć na miejscu ofertę. Pewnie coś wybiorę.
Wszystkie, które mam, dostałam od dobrych duszyczek - a to od Babci, a to od Teściowej, a to od Mamy. Wszystkie fartuchy służą dzielnie od lat, ale ostatnio zauważyłam, że chciałyby już pójść na emeryturę. Sprały się, zniszczyły.
Poszukam czegoś ładnego. Na razie zerknęłam na ofertę Home&You, bo ten sklep mam w sumie najbliżej i ceny jakoś nie straszne. Za 35 złotych można mieć porządny (choć materiał muszę sprawdzić na miejscu), długi fartuch, który szczelnie "omota" moje drobne ciałko. Ani bluzka, ani spodnie nie będą drżeć przed buraczkami czy pomidorówką.
Na Allegro wybór średni, a ceny porównywalne albo i wyższe. Jeden tylko fartuszek stamtąd ujął mnie szczególnie - to ten w krateczkę. Pozostałe nie wzruszyły mnie wcale. Jak mrozy ustąpią, pojadę do H&Y zobaczyć na miejscu ofertę. Pewnie coś wybiorę.
![]() |
| Ten znalazłam na Allegro. Słodki, prawda? |
![]() |
| Ten jest z Home&You i chyba najbardziej przypadł mi do gustu. Kosztuje 35 złotych. |
![]() |
| Z Home&You, ale chyba trochę za jasny. |
![]() |
| W sumie ten też pachnie latem. Może właśnie jest najładniejszy? |
| A ten ciemny jest z Ikea. Niestety, na razie w Lublinie nie mamy Ikea, więc mogę go sobie pooglądać. Kosztuje 30 złotych. |
niedziela, 22 stycznia 2012
Naleśniki z mąki gryczanej z serem i żurawiną
Z mąki gryczanej wychodzą rewelacyjne bliny. Ale można też użyć jej podczas smażenia naleśników. Ja mieszam ją z mąką pszenną w stosunku 1/3 mąki gryczanej i 2/3 mąki pszennej. Naleśniki mają zupełnie inny smak, niż te z samej mąki pszennej. Są chrupkie, w smaku rewelacyjne. O wiele bardziej smakują mi niż te "normalne".
A oto przepis:
* 2 szklanki mąki pszennej
* 1 szklanka mąki gryczanej
* 1 jajko
* szklanka mleka, potem masę uzupełniam wodą mineralną - ilość na wyczucie, tak by masa była lejąca, ale niezbyt rzadka
* kilka łyżek oleju rzepakowego
* sól, odrobina cukru
Nadzienie
* 40 dkg białego sera
* śmietana
* cukier trzcinowy
* suszone żurawiny
Do głębokiej plastikowej miski wsypuję mąkę, dodaję jajko, mleko, olej i wodę - najpierw trochę, potem, gdy zacznę wyrabiać masę mikserem, więcej. Masa ma się łatwo lać, nie może jednak być zbyt wodnista.
Gotowe ciasto na naleśniki odstawiam na ok. pół godziny.
Na dużej patelni o grubym dnie rozgrzewam olej (można smażyć na smalcu), wlewam małe porcje ciasta i smażę naleśniki.
W międzyczasie mieszam ser ze śmietaną, sparzam żurawinę i dodaję ją do masy razem z kilkoma łyżeczkami cukru.
Przekładam naleśniki masą, po czym zapiekam je przez chwilę na patelni.
Podaję ze słodką śmietaną.
Smacznego!
A oto przepis:
* 2 szklanki mąki pszennej
* 1 szklanka mąki gryczanej
* 1 jajko
* szklanka mleka, potem masę uzupełniam wodą mineralną - ilość na wyczucie, tak by masa była lejąca, ale niezbyt rzadka
* kilka łyżek oleju rzepakowego
* sól, odrobina cukru
Nadzienie
* 40 dkg białego sera
* śmietana
* cukier trzcinowy
* suszone żurawiny
Do głębokiej plastikowej miski wsypuję mąkę, dodaję jajko, mleko, olej i wodę - najpierw trochę, potem, gdy zacznę wyrabiać masę mikserem, więcej. Masa ma się łatwo lać, nie może jednak być zbyt wodnista.
Gotowe ciasto na naleśniki odstawiam na ok. pół godziny.
Na dużej patelni o grubym dnie rozgrzewam olej (można smażyć na smalcu), wlewam małe porcje ciasta i smażę naleśniki.
W międzyczasie mieszam ser ze śmietaną, sparzam żurawinę i dodaję ją do masy razem z kilkoma łyżeczkami cukru.
Przekładam naleśniki masą, po czym zapiekam je przez chwilę na patelni.
Podaję ze słodką śmietaną.
Smacznego!
niedziela, 18 grudnia 2011
Kartki świąteczne na Boże Narodzenie
W tym roku malowane.
Dzieci robiły swoje, ja postanowiłam zrobić kilka swoich. Owszem, te sklepowe bywają oryginalne i ładne, ale nikt mi nie powie, że kartki robione własnoręcznie nie biją ich na głowę.
Świadczą o zaangażowaniu. Szczególnej pamięci. To dowód na to, że o bliskich faktycznie myślimy. Że chcemy im coś dać.
Nie mam nadmiernych umiejętności plastycznych, ale postarałam się, żeby kartki miały duszę. Czy mi się udało - oceńcie sami:)
Dzieci robiły swoje, ja postanowiłam zrobić kilka swoich. Owszem, te sklepowe bywają oryginalne i ładne, ale nikt mi nie powie, że kartki robione własnoręcznie nie biją ich na głowę.
Świadczą o zaangażowaniu. Szczególnej pamięci. To dowód na to, że o bliskich faktycznie myślimy. Że chcemy im coś dać.
Nie mam nadmiernych umiejętności plastycznych, ale postarałam się, żeby kartki miały duszę. Czy mi się udało - oceńcie sami:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)





































