Czasem w życiu na drugi plan schodzą przepisy na kurczaka w jarzynach. Porady związane ze sprzątaniem kuchni czy segregowaniem odpadów.
Czasem w życiu czujemy, że zapadłyśmy w letarg. Śpiączkę. Bezruch. Marazm. Nic nie smakuje tak jak kiedyś. Wszystko smakuje tak samo.
W takich chwilach czyścimy duszę. Wietrzymy głowę. I zamiast kolejnego przepisu na kurczaka, szukamy strawy dla ducha.
Ja pożeram właśnie prawdziwą ucztę. Trudną, bolesną. I niesamowicie budującą.
Dla wszystkich, które czują się wypalone, smutne i bezradne:
niedziela, 26 kwietnia 2015
sobota, 25 kwietnia 2015
Jak przechowywać sałatę, by stała długo i szczęśliwie.
Sałata jest trochę jak kobieta. Zabiega o uwagę. Jeśli zapomnimy o niej na dzień lub dwa, zwiędnie. Jej listki zwiotczeją. Woda wyparuje i zostawi nam zamiast góry witamin i chlorofilu kupę schnących liści.
Nie dajmy umrzeć sałacie. Ratujmy witaminy.
Co zrobić, by sałata w dobrym nastroju przetrwała kilka dni.
Wyjmujemy sałatę z worka foliowego.
Na talerzyku układamy kilka arkuszy ręcznika papierowego albo chusteczek higienicznych.
Lejemy trochę wody.
Kładziemy sałatę na talerzyku.
Wstawiamy do lodówki.
Świeżość na kilka dni gwarantowana.
Nie dajmy umrzeć sałacie. Ratujmy witaminy.
Co zrobić, by sałata w dobrym nastroju przetrwała kilka dni.
Wyjmujemy sałatę z worka foliowego.
Na talerzyku układamy kilka arkuszy ręcznika papierowego albo chusteczek higienicznych.
Lejemy trochę wody.
Kładziemy sałatę na talerzyku.
Wstawiamy do lodówki.
Świeżość na kilka dni gwarantowana.
piątek, 24 kwietnia 2015
Jak poczuć się lepiej na wiosnę. Za całe 17 złotych.
Nie wiem, czy dużo kobiet "tak ma". Myślę, że całkiem sporo. Ja w każdym razie zaliczam się do tej nieszczęsnej grupy babek, które zapominają o sobie na rzecz innych.
Empatia. Altruizm. Miłość. Opiekuńczość. O tak, jestem prawdziwą fontanną, z której tryskają te oto cechy. Cechy właściwe kobietom, opisujące je i często niszczące.
- Mamo potrzebuję tego...
- Mamo, kupisz mi to?
- Mamo, nie mam tego...
- Tak, wiem.
- Tak, kupię ci.
- Tak, pamiętam.
- Mamo, zobacz jakie ładne buty. Może sobie kupisz?
- Nie. Ja mam buty.
- Mamo, a coś dla ciebie?
- Nie, ja wszystko mam.
Kwiecień. Ciepło. Pachnie. Jedziemy kupić parę drobiazgów. Dla dzieci.
Szybki wybór, zaraz idę do kasy. Po drodze mijam półki z chustkami. Szaliki, apaszki. Ładne. Przeglądam. Ta jest ładna.
- Mamo, zobacz jaka fajna.
- O, faktycznie! Wezmę sobie. I jeszcze tę.
Dwie piękne apaszki lądują w koszyku.
Czy aby nie za drogo? Czy aby nie zaszaleję w tym przypływie egoizmu?
Całe 17 złotych. Za dwie ładne chustki. Od razu zakładam jedną z nich. Niebieska, w paseczki. Pasuje do mnie.
Kobieto. Zapomnij czasem, że masz dzieci, że masz tyle innych wydatków. Zrób sobie małą przyjemność. Za 17 złotych kup sobie poczucie, że Ty też jesteś ważna.
Empatia. Altruizm. Miłość. Opiekuńczość. O tak, jestem prawdziwą fontanną, z której tryskają te oto cechy. Cechy właściwe kobietom, opisujące je i często niszczące.
- Mamo potrzebuję tego...
- Mamo, kupisz mi to?
- Mamo, nie mam tego...
- Tak, wiem.
- Tak, kupię ci.
- Tak, pamiętam.
- Mamo, zobacz jakie ładne buty. Może sobie kupisz?
- Nie. Ja mam buty.
- Mamo, a coś dla ciebie?
- Nie, ja wszystko mam.
Kwiecień. Ciepło. Pachnie. Jedziemy kupić parę drobiazgów. Dla dzieci.
Szybki wybór, zaraz idę do kasy. Po drodze mijam półki z chustkami. Szaliki, apaszki. Ładne. Przeglądam. Ta jest ładna.
- Mamo, zobacz jaka fajna.
- O, faktycznie! Wezmę sobie. I jeszcze tę.
Dwie piękne apaszki lądują w koszyku.
Czy aby nie za drogo? Czy aby nie zaszaleję w tym przypływie egoizmu?
Całe 17 złotych. Za dwie ładne chustki. Od razu zakładam jedną z nich. Niebieska, w paseczki. Pasuje do mnie.
Kobieto. Zapomnij czasem, że masz dzieci, że masz tyle innych wydatków. Zrób sobie małą przyjemność. Za 17 złotych kup sobie poczucie, że Ty też jesteś ważna.
czwartek, 23 kwietnia 2015
Wiosna 2015 uderzyła z siłą multimediów
Spóźniła się. To prawda. W pewnym momencie powiedziałam:
- Od dziś nie wychodzę na dwór. Strajk. Protest. Nie przychodzi, ja też nie wychodzę.
To był kolejny dzień zimnego wiatru, kataru w nosach i lęku, że zarazki znów uderzą z siłą wtłaczającą do łóżka.
Na szczęście ten straszny wiatr był zapowiedzią przełomu. Od dwóch dni jest cieplej. Wiosna chyba wreszcie przyszła.
Przywitaliśmy się tradycyjnie. Ona nas kwiatami i eksplozją kolorów. Do tego dodała - niczym w profesjonalnej prezentacji - gromkie TADAM! w postaci świergotu drylu i ploliplotu ptaszków. My ją przywitaliśmy lodami na patyku i rowerową wycieczką. Godzinną.
Zostań już.
Wiosno.
- Od dziś nie wychodzę na dwór. Strajk. Protest. Nie przychodzi, ja też nie wychodzę.
To był kolejny dzień zimnego wiatru, kataru w nosach i lęku, że zarazki znów uderzą z siłą wtłaczającą do łóżka.
Na szczęście ten straszny wiatr był zapowiedzią przełomu. Od dwóch dni jest cieplej. Wiosna chyba wreszcie przyszła.
Przywitaliśmy się tradycyjnie. Ona nas kwiatami i eksplozją kolorów. Do tego dodała - niczym w profesjonalnej prezentacji - gromkie TADAM! w postaci świergotu drylu i ploliplotu ptaszków. My ją przywitaliśmy lodami na patyku i rowerową wycieczką. Godzinną.
Zostań już.
Wiosno.
sobota, 2 listopada 2013
Zupa z dyni (banalnie prosta i pikantna)
Dynię można lubić, można jej też nienawidzieć. Dość mdły smak jest problematyczny dla wielu osób. Owszem, smakosze przekonują, że z dyni można zrobić dokładnie WSZYSTKO. Ale trzeba przy tym pamiętać o naprawdę dobrym doprawieniu potrawy.
Co zatem lubi dynia?
Pieprz
Gałkę muszkatołową
Imbir
Cytrynę
Ostry ser też lubi
W ogóle - służy jej to, co pikantne, bo ona sama taka nijaka;)
Moja zupa nie mogła być nijaka, bo gotuję dla męża. Ten mówi, że zje wszystko, ale ja wolę usłyszeć po obiedzie hasło "to było dobre!" niż zobaczyć tylko pusty talerz odstawiony do zlewu.
Na pikantną zupę z dyni potrzebujemy:
pół dużej dyni
jarzyny na wywar: marchew, pietruszka, seler, cebula, kawałek pora
przyprawy: sól, pieprz, cukier trzcinowy, imbir, gałka muszkatołowa
prażone ziarna: słonecznik, dynia, siemię lniane, sezam.
- Dynię myję, wydrążam nasiona, wstawiam do piekarnika nagrzanego do temp. ok. 180 stopni. Piekę ze skórką.
- Warzywa obieram, gotuję z nich mocny wywar (dodaję ok. 5 łyżek oleju rzepakowego)
- Gdy dynia jest mięciutka i ostudzona, zdejmuję skórkę, kroję na kawałki.
- Dynię wrzucam do wywaru, miksuję
- Doprawiam zupę dużą ilością imbiru i gałki plus reszta przypraw
- Podaję z ostrym serem (parmezan lub ser w tym typie), grzankami i prażonymi na małej ilości oleju nasionami
wtorek, 29 października 2013
Pieczone warzywa - przepis z magazynu SHAPE
A co tam! Zdjęcia są tak fajne, że wrzucę aż 16;)
Co my tu mamy? Mamy ziemniaki, dynię, cukinię, marchew, pietruszkę i cebulę...
...Ziemniaki muszą być pieczone w folii, nie upieką się z innymi warzywami. Resztę warzyw piekłam na papierze do pieczenia, odkryte...
...przepis na pieczone warzywa korzeniowe znalazłam w listopadowym magazynie "Shape". Ja dodała, jeszcze dynię i cukinię...
...odkryłam przy okazji, że pieczona pietruszka smakuje bosko;)
...a w domu zapachniało grillem:)
piątek, 20 września 2013
Zapiekanka z ziemniaków i boczku
W chłodniejszy dzień - taki, jakich teraz będzie coraz więcej - sprawdzi się na obiad lub kolację prosta zapiekanka. Można o niej śmiało powiedzieć "chłopska", bo wśród składników nie znajdziemy żadnych wyszukanych produktów. Ot, ziemniaki, ogórki kiszone i boczek. Siermiężnie? Niekoniecznie. Dobrze doprawiona zapiekanka posmakuje nawet wybrednym podniebieniom.
Składniki:
6 dużych ziemniaków
3 ugotowane na twardo jajka
2 duże ogórki kiszone
6 plastrów wędzonego boczku (może być też dobra, na przykład podsuszana kiełbasa)
2 marchewki
tymianek
rozmaryn
czerwona papryka w proszku
sól
pieprz
śmietana
koncentrat pomidorowy
Do naczynia żaroodpornego wlewam trochę oleju. Ugotowane ziemniaki kroję w plastry, układam je na dnie naczynia. Posypuję tymiankiem i pieprzem. Przygotowuję sos - mieszam filiżankę śmietany z 3 łyżeczkami czerwonej papryki w proszku i 2 łyżkami koncentratu pomidorowego. Polewam sosem ziemniaki.
Boczek kroję w plastry, smażę, aż zrobi się chrupki. Układam z niego warstwę na ziemniakach. Kolejno nakładam pokrojone jajka i ogórki kiszone, potem podduszoną na maśle marchewkę. Na koniec daję resztę ziemniaków i znów posypuję ziołami oraz zalewam resztą sosu.
Zapiekam przez 1/2 godziny w piekarniku, w temp. ok. 150 stopni.
Przed podaniem całość można wymieszać. Zwłaszcza wtedy, gdy śmietana jest bardzo gęsta i sos nie przeniknął do całej zapiekanki.
wtorek, 17 września 2013
O tym, jak zachęciłam córkę do sprzątania...
Każda mama zna ten ból - bałagan w dziecięcym pokoju. Wydaje się, że kiedy dziecko (córka) będzie starsze, postara się zadbać o porządek.
No cóż, czasem faktycznie się stara.
Najczęściej jednak trzeba tysiąc razy powtarzać, prosić i grozić, żeby pokój przestał być magicznym składowiskiem różnych, czasem zupełnie niepotrzebnych rzeczy, umieszczanych przypadkowo gdzie popadnie.
Moja 10,5 letnia córka lubi sprzątać od czasu do czasu. Odkryłam, że do porządkowania pokoju i dbania o czystość na biurku, na półkach i na komodach, zachęcają ją pachnące środki czystości. Ładna ściereczka, nowy, pachnący spray do czyszczenia mebli.
- Mamo, on robi taką fajną piankę! - stwierdziła zadowolona córka, gdy wypróbowała nową piankę do mebli. Wypucowała wszystkie półki, odkurzyła każdy zakamarek. Teraz sprząta co 2 dni.
Mam tylko nadzieję, że za tydzień pianka i ładny zapach nie znudzą się jej i że porządki nie przejdą do historii. Wtedy przyjdzie mi pewnie szukać nowych pomysłów na zmobilizowanie jej do pucowania pokoju;)
Nawet 10-letnia panna ulegnie zapewne czarowi takiego futrzaka:) Fajny pomysł na urozmaicenie nudy w czasie wycierania kurzu:)
No cóż, czasem faktycznie się stara.
Najczęściej jednak trzeba tysiąc razy powtarzać, prosić i grozić, żeby pokój przestał być magicznym składowiskiem różnych, czasem zupełnie niepotrzebnych rzeczy, umieszczanych przypadkowo gdzie popadnie.
Moja 10,5 letnia córka lubi sprzątać od czasu do czasu. Odkryłam, że do porządkowania pokoju i dbania o czystość na biurku, na półkach i na komodach, zachęcają ją pachnące środki czystości. Ładna ściereczka, nowy, pachnący spray do czyszczenia mebli.
- Mamo, on robi taką fajną piankę! - stwierdziła zadowolona córka, gdy wypróbowała nową piankę do mebli. Wypucowała wszystkie półki, odkurzyła każdy zakamarek. Teraz sprząta co 2 dni.
Mam tylko nadzieję, że za tydzień pianka i ładny zapach nie znudzą się jej i że porządki nie przejdą do historii. Wtedy przyjdzie mi pewnie szukać nowych pomysłów na zmobilizowanie jej do pucowania pokoju;)
Nawet 10-letnia panna ulegnie zapewne czarowi takiego futrzaka:) Fajny pomysł na urozmaicenie nudy w czasie wycierania kurzu:)
Ta rękawica też wydaje się ciekawym pomysłem:
środa, 11 września 2013
Dieta w czasie karmienia piersią - kilka patentów
Zanim urodziłam Piotra, jadłam, co chciałam. Świadoma tego, że za
chwilę będę zmuszona wyciąć ze swego jadłospisu sporo produktów, "na
zapas" wcinałam owoce i przeróżne wyszukane smakołyki.
Początek karmienia piersią oznaczał rozstanie z mocno doprawionymi zupami pomidorowymi, smażonym mięsem, pyszną grochówką czy kruchym kalafiorem. Pożegnałam śliwki, surowe warzywa. Zapomniałam o doskonałej duszonej kapuście, o świeżej nie wspominając.
Lista produktów, które musiałam wyeliminować z menu, jest bardzo długa. Pomna złych doświadczeń z dwiema starszymi córkami, które cierpiały na skazę białkową, postanowiłam - zgodnie z sugestią położnej - na 3 miesiące zrezygnować zupełnie z nabiału. Każdego dnia muszę uzupełniać dietę wapnem - neonatolog, który badał dziecko po wyjściu ze szpitala, stwierdził, że powinnam w tym czasie przyjmować każdego dnia 1000 mg wapna. Co staram się robić popijając rozpuszczalne wapno w tabletkach.
Na początku było mi trudno zorganizować się w kuchni tak, abym i ja, i reszta rodziny była zadowolona. Z czasem doszłam do wprawy - odkryłam kilka patentów na szybkie dania dla karmiącej mamy. Takie dania, które sycą, mają dużo białka i nie są uciążliwe w przygotowaniu.
1. Każdego wieczoru wyjmuję z zamrażarki filet albo udko z kurczaka. Bywa, że jest to golonka z indyka lub szynka wieprzowa. Na tej bazie następnego ranka gotuję pożywny wywar z dużą ilością marchewki, pietruszki, selera. Ostatnio zaczęłam dodawać trochę pora. Na razie nie jem cebuli i nie dodaję jej do zupy.
2. Mięso, które ugotowało się w wywarze, kroję na kawałki i każdego dnia mam pożywną, sycącą na dłuższy czas zupę. Dodaję do niej
- ryż
albo
- kaszę jęczmienną
- kaszę jaglaną
- kaszę mannę
- albo ziemniaki
Niekiedy robią lekką pomidorówkę z niewielką ilością koncentratu, nie dodaję jednak śmietany.
3. Drugie danie to najczęściej mięsa duszone albo pieczone. Zdarza się, że używam do tego części mięsa, które przeznaczyłam na zupę. Dobrym pomysłem jest zrobienie sobie pulpetów z mielonego mięsa, które gotuje się w bulionie - można je jeść przez dwa dni (jeśli oczywiście szybko schłodzimy je w lodówce).
4. Brak owoców rekompensuję sobie jabłkami, morelami i brzoskwiniami, które rozgotowuję w garnku. Wiem - dla kogoś, kto wcina świeże owoce taki mus może się okazać mało atrakcyjny. Ale gdy nie można sobie pozwolić na surowe szaleństwo, uduszone owoce z cukrem trzcinowym są doskonałą alternatywą.
5. Śniadania urozmaicam sobie często szykując różne potrawy z jajek. Jajecznicę robię na kilka sposobów, tak, żeby się nie znudziła. Raz dodaję szynkę, innym razem bazylię i lubczyk, czasem szykuję omleta, niekiedy smażę jajko sadzone i zjadam je z natką pietruszki (albo szpinakiem - z tym jednak nie przesadzam, zauważyłam, że Piotruś nie przepada za tą zieleniną, czego dowodem jest lekka niestrawność).
6. Na deser zjadam często ryż albo kaszę jaglaną z obiadu połączoną z owocami. Dobrze smakuje także kasza gryczana z olejem lnianym. Ja nie potrzebuję do niej nic więcej.
7. Jedyne warzywa, jakie teraz jem, to marchew, pietruszka, seler, buraczki ćwikłowe i ziemniaki oraz sporadycznie świeży szpinak duszony na maśle. Buraczki gotuję prawie każdego dnia - pokrojone w plastry sprawdzają się jako dodatek do mięsa czy wędliny na kolację.
8. Mięsa z obiadu wykorzystuję jako dodatek do kanapek. Pieczone filety, schab czy szynka doskonale zastępują wędliny. Te ostatnie jadam bardzo rzadko, trudno mi trafić na naprawdę dobry wyrób.
Organizując sobie (i rodzinie) codzienne obiady, doszłam do wniosku, że jest jedna rada na to, by wszystko przebiegało sprawnie i każdy dostawał posiłek na czas. Najwięcej produktów trzeba przygotować rano i przed południem. Gdy ugotuje się wywar, ryż czy ziemniaki i nastawi mięso do pieczenia, potem nie trzeba się martwić, że burczy w brzuchu, a w garnkach ciągle pusto. Lepiej więc wstać godzinę wcześniej, żeby po południu cieszyć się wolną chwilą dla siebie;)
Zupa z kurczakiem - ugotowana z dużą ilością marchewki, pietruszką, selerem. Posypana natką.
Początek karmienia piersią oznaczał rozstanie z mocno doprawionymi zupami pomidorowymi, smażonym mięsem, pyszną grochówką czy kruchym kalafiorem. Pożegnałam śliwki, surowe warzywa. Zapomniałam o doskonałej duszonej kapuście, o świeżej nie wspominając.
Lista produktów, które musiałam wyeliminować z menu, jest bardzo długa. Pomna złych doświadczeń z dwiema starszymi córkami, które cierpiały na skazę białkową, postanowiłam - zgodnie z sugestią położnej - na 3 miesiące zrezygnować zupełnie z nabiału. Każdego dnia muszę uzupełniać dietę wapnem - neonatolog, który badał dziecko po wyjściu ze szpitala, stwierdził, że powinnam w tym czasie przyjmować każdego dnia 1000 mg wapna. Co staram się robić popijając rozpuszczalne wapno w tabletkach.
Na początku było mi trudno zorganizować się w kuchni tak, abym i ja, i reszta rodziny była zadowolona. Z czasem doszłam do wprawy - odkryłam kilka patentów na szybkie dania dla karmiącej mamy. Takie dania, które sycą, mają dużo białka i nie są uciążliwe w przygotowaniu.
1. Każdego wieczoru wyjmuję z zamrażarki filet albo udko z kurczaka. Bywa, że jest to golonka z indyka lub szynka wieprzowa. Na tej bazie następnego ranka gotuję pożywny wywar z dużą ilością marchewki, pietruszki, selera. Ostatnio zaczęłam dodawać trochę pora. Na razie nie jem cebuli i nie dodaję jej do zupy.
2. Mięso, które ugotowało się w wywarze, kroję na kawałki i każdego dnia mam pożywną, sycącą na dłuższy czas zupę. Dodaję do niej
- ryż
albo
- kaszę jęczmienną
- kaszę jaglaną
- kaszę mannę
- albo ziemniaki
Niekiedy robią lekką pomidorówkę z niewielką ilością koncentratu, nie dodaję jednak śmietany.
3. Drugie danie to najczęściej mięsa duszone albo pieczone. Zdarza się, że używam do tego części mięsa, które przeznaczyłam na zupę. Dobrym pomysłem jest zrobienie sobie pulpetów z mielonego mięsa, które gotuje się w bulionie - można je jeść przez dwa dni (jeśli oczywiście szybko schłodzimy je w lodówce).
4. Brak owoców rekompensuję sobie jabłkami, morelami i brzoskwiniami, które rozgotowuję w garnku. Wiem - dla kogoś, kto wcina świeże owoce taki mus może się okazać mało atrakcyjny. Ale gdy nie można sobie pozwolić na surowe szaleństwo, uduszone owoce z cukrem trzcinowym są doskonałą alternatywą.
5. Śniadania urozmaicam sobie często szykując różne potrawy z jajek. Jajecznicę robię na kilka sposobów, tak, żeby się nie znudziła. Raz dodaję szynkę, innym razem bazylię i lubczyk, czasem szykuję omleta, niekiedy smażę jajko sadzone i zjadam je z natką pietruszki (albo szpinakiem - z tym jednak nie przesadzam, zauważyłam, że Piotruś nie przepada za tą zieleniną, czego dowodem jest lekka niestrawność).
6. Na deser zjadam często ryż albo kaszę jaglaną z obiadu połączoną z owocami. Dobrze smakuje także kasza gryczana z olejem lnianym. Ja nie potrzebuję do niej nic więcej.
7. Jedyne warzywa, jakie teraz jem, to marchew, pietruszka, seler, buraczki ćwikłowe i ziemniaki oraz sporadycznie świeży szpinak duszony na maśle. Buraczki gotuję prawie każdego dnia - pokrojone w plastry sprawdzają się jako dodatek do mięsa czy wędliny na kolację.
8. Mięsa z obiadu wykorzystuję jako dodatek do kanapek. Pieczone filety, schab czy szynka doskonale zastępują wędliny. Te ostatnie jadam bardzo rzadko, trudno mi trafić na naprawdę dobry wyrób.
Organizując sobie (i rodzinie) codzienne obiady, doszłam do wniosku, że jest jedna rada na to, by wszystko przebiegało sprawnie i każdy dostawał posiłek na czas. Najwięcej produktów trzeba przygotować rano i przed południem. Gdy ugotuje się wywar, ryż czy ziemniaki i nastawi mięso do pieczenia, potem nie trzeba się martwić, że burczy w brzuchu, a w garnkach ciągle pusto. Lepiej więc wstać godzinę wcześniej, żeby po południu cieszyć się wolną chwilą dla siebie;)
Zupa z kurczakiem - ugotowana z dużą ilością marchewki, pietruszką, selerem. Posypana natką.
środa, 4 września 2013
Słonecznikami jesień się zaczyna
Pewnie dlatego, że urodziłam się we wrześniu uwielbiam ten miesiąc. Kocham przełamanie lata i jesieni - pierwsze zimne poranki i chłodne wieczory, rdzę na liściach i stalowe niebo.
Kocham też wszystkie barwy, które w tym czasie pstrzą ogrody. Złote słoneczniki i purpurowe igiełki astrów, koralowe owoce jarzębiny, żółtą nawłoć.
Dziś był spacer, z którego przyniosłam dwa piękne wrzosy w doniczkach oraz symboliczny bukiet - kwiaty topinambura.
Pachnie jesienią.
Kocham też wszystkie barwy, które w tym czasie pstrzą ogrody. Złote słoneczniki i purpurowe igiełki astrów, koralowe owoce jarzębiny, żółtą nawłoć.
Dziś był spacer, z którego przyniosłam dwa piękne wrzosy w doniczkach oraz symboliczny bukiet - kwiaty topinambura.
Pachnie jesienią.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





































