Nie ma mnie tu, nie ma mnie nigdzie. Zawiesiłam pisaninę, bo mocno przeżywam lekcje, nie mówiąc o pierwszych jazdach samochodem po mieście...
Pierwszy dzień był dniem dziecka. Tak powiedział mój instruktor. Wróciłam naładowana pozytywną energią, przeszczęśliwa, że udało mi się pokonać strach i przejechać przez miasto, a potem pokonać podmiejską drogę. Triumfowałam.
Drugiego dnia miałam ściśnięty żołądek, mokre ręce i pustkę w głowie. Na "dzień dobry" usłyszałam: "OBUDŹ SIĘ!!!", co mnie totalnie wyprowadziło z równowagi.
Nie pamiętam trasy, którą jechałam przez pierwsze pół godziny. Przysięgam, to było szok.
Makabryczny ruch w centrum i ja nie umiejąca sobie poradzić z samochodem. Wjeżdżałam na trójce w zakręty, brałam je z 40 na liczniku. Instruktor kierował za mnie, inaczej byłoby po nas.
ehhhh
było BARDZO CIĘŻKO
Dopiero pod koniec jazdy wyluzowałam. Redukowałam do dwójki przed zakrętami, zdejmowałam nogę z gazu, nie szalałam ze sprzęgłem.
Wyszłam z auta tak zmęczona, że do końca dnia nie mogłam dojść do siebie.
Dom stanął na głowie, obiad był byle jaki, a ja dogorywałam na kocu w trawie.
W sobotę kolejna potyczka.
Ja mu pokażę!:)))))
czwartek, 12 maja 2011
środa, 4 maja 2011
Robię coś dla siebie
Chyba każda kobieta musi od czasu do czasu zafundować sobie małą (czasem może nawet nieco większą) rewolucję w życiu.
Po prostu coś nas nosi, coś uwiera. Musimy coś zmienić.
Wydaje mi się nawet, że im starsze jesteśmy, tym zmiany, jakie chcemy wprowadzać w swoim życiu, stają się bardziej radykalne. Nie wiem, jak inne trzydziestoparolatki, ale ja zdecydowanie zaczynam odchodzić od kompromisów, na które ciągle się zgadzałam.
Najpierw gdzieś pojawia się niepokój, potem irytacja, a na końcu bunt. Mówimy sobie - DOŚĆ. I zaczynamy powoli przemeblowywać swój świat.
Mówimy nie kąśliwym uwagom, których słuchałyśmy kiedyś z pokorą, lawinom nudnych wywodów osób, które nas irytują. Zakreślamy GRANICE. Tworzymy swoje terytorium i je nazywamy. Mówimy STOP, jeśli ktoś chce na nie wejść z buciorami. Mówimy STOP, kiedy ktoś chce nas z niego wypłoszyć.
Wydaje mi się, że to kumuluje się latami. I dopiero gdzieś po 30. urodzinach zaczynamy sobie uświadamiać, że nikt niczego za nas nie zrobi, że nikt nie przeżyje za nas fajnych chwil, nie zarobi naszych pieniędzy, nie pojeździ na naszym rowerze. Są dzieci, dom, obowiązki. My zostajemy daleko, daleko z tyłu. Ba, nas prawie nie ma!!
Nie ma kina, klubu, kawiarni, nie ma książki, nie ma samotnego spaceru, zakupów z koleżanką.
Jest ofiarność, poświęcenie i... frustracja.
Późno to zrozumiałam, może za późno. Ale chyba lepiej późno, niż wcale. Pierwszym krokiem w wychodzeniu z tego tunelu było zapisanie się na kurs prawa jazdy. Niedługo będę sama jeździć samochodem.
Sprawa druga, jakże ważna dla kobiety - jej ciało. Publicznie obiecuję sobie, że każdego dnia poświęcę minimum 10 minut na ćwiczenia. Jakiekolwiek ćwiczenia poprawiające figurę. Nie zamierzam starzeć się jak flak.
O pielęgnowaniu swego EGO będę tu pisać regularnie. Myślę, że każda kobieta potrzebuje takiego programu - pracy tylko nad sobą i tylko dla siebie.
Po prostu coś nas nosi, coś uwiera. Musimy coś zmienić.
Wydaje mi się nawet, że im starsze jesteśmy, tym zmiany, jakie chcemy wprowadzać w swoim życiu, stają się bardziej radykalne. Nie wiem, jak inne trzydziestoparolatki, ale ja zdecydowanie zaczynam odchodzić od kompromisów, na które ciągle się zgadzałam.
Najpierw gdzieś pojawia się niepokój, potem irytacja, a na końcu bunt. Mówimy sobie - DOŚĆ. I zaczynamy powoli przemeblowywać swój świat.
Mówimy nie kąśliwym uwagom, których słuchałyśmy kiedyś z pokorą, lawinom nudnych wywodów osób, które nas irytują. Zakreślamy GRANICE. Tworzymy swoje terytorium i je nazywamy. Mówimy STOP, jeśli ktoś chce na nie wejść z buciorami. Mówimy STOP, kiedy ktoś chce nas z niego wypłoszyć.
Wydaje mi się, że to kumuluje się latami. I dopiero gdzieś po 30. urodzinach zaczynamy sobie uświadamiać, że nikt niczego za nas nie zrobi, że nikt nie przeżyje za nas fajnych chwil, nie zarobi naszych pieniędzy, nie pojeździ na naszym rowerze. Są dzieci, dom, obowiązki. My zostajemy daleko, daleko z tyłu. Ba, nas prawie nie ma!!
Nie ma kina, klubu, kawiarni, nie ma książki, nie ma samotnego spaceru, zakupów z koleżanką.
Jest ofiarność, poświęcenie i... frustracja.
Późno to zrozumiałam, może za późno. Ale chyba lepiej późno, niż wcale. Pierwszym krokiem w wychodzeniu z tego tunelu było zapisanie się na kurs prawa jazdy. Niedługo będę sama jeździć samochodem.
Sprawa druga, jakże ważna dla kobiety - jej ciało. Publicznie obiecuję sobie, że każdego dnia poświęcę minimum 10 minut na ćwiczenia. Jakiekolwiek ćwiczenia poprawiające figurę. Nie zamierzam starzeć się jak flak.
O pielęgnowaniu swego EGO będę tu pisać regularnie. Myślę, że każda kobieta potrzebuje takiego programu - pracy tylko nad sobą i tylko dla siebie.
wtorek, 3 maja 2011
Zupa cebulowa z grzankami
Ta zupa jest aromatyczna i rozgrzewająca. Nadaje się idealnie, by poprawić sobie nastrój w tak zimny, jak dziś, dzień.
Można ją gotować przez cały rok - zimą, gdy brak świeżych jarzyn, z pomidorami z puszki. Latem - ze świeżymi.
Ja zupę cebulową podaję z grzankami. Można też jeść ją z makaronem lub ryżem, choć wydaje mi się, że dobrze wypieczone, chrupkie grzanki najlepiej pasują do tej potrawy.
Oto PRZEPIS:
Na wywar:
3 marchewki
kawałek selera
pietruszka
gałązka selera naciowego
pół papryki
Na zupę:
3-4 duże cebule
4-5 ząbków czosnku
puszka pomidorów lub 4 sparzone i obrane ze skóry duże, świeże pomidory
3 łyżki koncentratu pomidorowego
Przyprawy:
słodka papryka w proszku
ostra papryka w proszku
imbir
oregano
bazylia
lubczyk
sól
pieprz
Gotuję wywar jarzynowy.
Cebule kroję w drobną kosteczkę, czosnek obieram i wygniatam lub drobno siekam. Wrzucam to na patelnię i duszę powoli pod przykryciem. Gdy cebula się lekko zeszkli, dodaję pomidory i duszę jeszcze 5 minut pod przykryciem.
Potem cebulę i czosnek wraz z pomidorami wrzucam do garnka, w którym jest już około litra wywaru. Całość gotuję jeszcze około pół godziny, tak, by cebula była idealnie miękka, a pomidory rozgotowały się niemal zupełnie.
Dodaję koncentrat i przyprawy. Zupa musi być w miarę ostra - cebula jest dość mdła, więc zupa pożąda pieprzu, imbiru i ostrej papryki.
Smacznego!
Można ją gotować przez cały rok - zimą, gdy brak świeżych jarzyn, z pomidorami z puszki. Latem - ze świeżymi.
Ja zupę cebulową podaję z grzankami. Można też jeść ją z makaronem lub ryżem, choć wydaje mi się, że dobrze wypieczone, chrupkie grzanki najlepiej pasują do tej potrawy.
Oto PRZEPIS:
Na wywar:
3 marchewki
kawałek selera
pietruszka
gałązka selera naciowego
pół papryki
Na zupę:
3-4 duże cebule
4-5 ząbków czosnku
puszka pomidorów lub 4 sparzone i obrane ze skóry duże, świeże pomidory
3 łyżki koncentratu pomidorowego
Przyprawy:
słodka papryka w proszku
ostra papryka w proszku
imbir
oregano
bazylia
lubczyk
sól
pieprz
Gotuję wywar jarzynowy.
Cebule kroję w drobną kosteczkę, czosnek obieram i wygniatam lub drobno siekam. Wrzucam to na patelnię i duszę powoli pod przykryciem. Gdy cebula się lekko zeszkli, dodaję pomidory i duszę jeszcze 5 minut pod przykryciem.
Potem cebulę i czosnek wraz z pomidorami wrzucam do garnka, w którym jest już około litra wywaru. Całość gotuję jeszcze około pół godziny, tak, by cebula była idealnie miękka, a pomidory rozgotowały się niemal zupełnie.
Dodaję koncentrat i przyprawy. Zupa musi być w miarę ostra - cebula jest dość mdła, więc zupa pożąda pieprzu, imbiru i ostrej papryki.
Smacznego!
sobota, 30 kwietnia 2011
Piknik!
Zaczęliśmy długi weekend...
Nie będzie on co prawda wypełniony wyłącznie przyjemnościami - pracy jest tak dużo, że nie sposób ją ogarnąć, ale postanowiliśmy wyrwać, co się da z tych dni i trochę naładować akumulatory.
Zaczęliśmy w prosty sposób - od obiadu przed domem, w sadzie. Na grillu przyrządziliśmy szaszłyki z cebulą i papryką, upiekliśmy kiełbaski i cukinię. Jedliśmy słodkie ziemniaki z masłem i chrupiące tosty.
Piliśmy miętę z cytryną i napawaliśmy się pięknem dnia!
Coś cudownego!
Nie będzie on co prawda wypełniony wyłącznie przyjemnościami - pracy jest tak dużo, że nie sposób ją ogarnąć, ale postanowiliśmy wyrwać, co się da z tych dni i trochę naładować akumulatory.
Zaczęliśmy w prosty sposób - od obiadu przed domem, w sadzie. Na grillu przyrządziliśmy szaszłyki z cebulą i papryką, upiekliśmy kiełbaski i cukinię. Jedliśmy słodkie ziemniaki z masłem i chrupiące tosty.
Piliśmy miętę z cytryną i napawaliśmy się pięknem dnia!
Coś cudownego!
Etykiety:
barbecue,
canon Power Shot A 495,
cukinia z grila,
długi weekend,
fotki,
grill,
kiełbasa z grila,
majówka,
mięta,
pieczone ziemniak,
piknik,
szaszłyki,
wolny czas,
wypoczynek,
zdjęcia
piątek, 29 kwietnia 2011
Biały Jeleń - recenzja
Wiele osób pamięta jeszcze te mydła z czasów PRL. Biały Jeleń był chyba najbardziej dostępnym, oferowanym w formie "deputatów" pracownikom wielu zakładów, mydłem.
Dziś Biały Jeleń przeżywa swą drugą młodość. Został wpisany w nowy kontekst rynku i świetnie sobie na nim radzi. Nowa, odświeżona nuta zapachowa, bardzo duży wybór produktów oraz fakt, że wszystkie są łagodne i mogą być stosowane przez alergików, a także osoby o wrażliwej skórze sprawiają, że produkty z serii Biały Jeleń cieszą się coraz większą popularnością.
Mój powrót do Jelenia zaczął się od twardych mydeł w kostkach. W ubiegłym roku córka cierpiała na atak atopowego zapalenia skóry i to mydło okazało się jedynym, które tolerowała jej skóra.
Kostki porzuciłam dla mydła w płynie, jak tylko znalazłam je na sklepowych półkach. Potem kupiłam żel pod prysznic - był wydajny, delikatnie pachniał i nie wysuszał skóry.
A wczoraj kupiłam sobie balsam do mycia naczyń oraz płyn do prania z tej serii.
Wypróbowałam już balsam - jest całkiem niezły, choć nie pieni się tak, jak moje dotychczasowe (jednak nieprzyjemne dla skóry rąk) płyny. Mam nadzieję, że zgodnie z informacją producenta ten balsam nie będzie mi tak tragicznie wysuszał skóry. Tłuszcz z naczyń schodzi jak należy, zapach nie jest zbyt mocny, ale wyczuwalny. Płyn dobrze się spłukuje. Za litr zapłaciłam 4,50 PLN.
Wieczorem wypróbuję płyn do prania, na pewno podzielę się opinią:)
Na stronie producenta (znajdziecie ją tutaj) znalazłam jeszcze coś, co zwróciło moją uwagę - żel do mycia twarzy, łagodny, w dwóch wersjach. Będę go szukać w drogeriach i z przyjemnością wypróbuję.
Dziś Biały Jeleń przeżywa swą drugą młodość. Został wpisany w nowy kontekst rynku i świetnie sobie na nim radzi. Nowa, odświeżona nuta zapachowa, bardzo duży wybór produktów oraz fakt, że wszystkie są łagodne i mogą być stosowane przez alergików, a także osoby o wrażliwej skórze sprawiają, że produkty z serii Biały Jeleń cieszą się coraz większą popularnością.
Mój powrót do Jelenia zaczął się od twardych mydeł w kostkach. W ubiegłym roku córka cierpiała na atak atopowego zapalenia skóry i to mydło okazało się jedynym, które tolerowała jej skóra.
Kostki porzuciłam dla mydła w płynie, jak tylko znalazłam je na sklepowych półkach. Potem kupiłam żel pod prysznic - był wydajny, delikatnie pachniał i nie wysuszał skóry.
A wczoraj kupiłam sobie balsam do mycia naczyń oraz płyn do prania z tej serii.
Wypróbowałam już balsam - jest całkiem niezły, choć nie pieni się tak, jak moje dotychczasowe (jednak nieprzyjemne dla skóry rąk) płyny. Mam nadzieję, że zgodnie z informacją producenta ten balsam nie będzie mi tak tragicznie wysuszał skóry. Tłuszcz z naczyń schodzi jak należy, zapach nie jest zbyt mocny, ale wyczuwalny. Płyn dobrze się spłukuje. Za litr zapłaciłam 4,50 PLN.
Wieczorem wypróbuję płyn do prania, na pewno podzielę się opinią:)
Na stronie producenta (znajdziecie ją tutaj) znalazłam jeszcze coś, co zwróciło moją uwagę - żel do mycia twarzy, łagodny, w dwóch wersjach. Będę go szukać w drogeriach i z przyjemnością wypróbuję.
środa, 27 kwietnia 2011
Cukinia, papryka i pomidor kochają się jak nikt
Sezon cukiniowo-pomidorowy co prawda jeszcze się nie zaczął i przyjdzie na niego czekać jeszcze dość długo, ale ceny tych warzyw powoli zaczynają spadać, można więc zacząć smakowanie.
Jako że jestem w ciągłym biegu, nie mam czasu na czasochłonne potrawy. Uwielbiam na przykład cukinię faszerowaną albo paprykę "wypchaną" dodatkami. Dziś jednak postawiłam na szybką wersję leczo - gęstej potrawy z warzyw, z udziałem mięsa i kiełbasy.
PRZEPIS:
średnia cukinia
2 czerwone papryki (mogą być również zielone, można je mieszać według upodobania)
2 duże pomidory
duża cebula
2-3 ząbki czosnku
kiełbasa (może być dojrzewająca, nie polecam wiejskich kiełbas, nie pasują do tego smaku)
ewentualnie mięso - z indyka lub kurczaka, może być pokrojona w kostkę wieprzowina (na przykład podsmażona szynka)
olej, koncentrat pomidorowy
Przyprawy
sól, pieprz, dużo czerwonej papryki, szczypta cayenne, lubczyk, bazylia, ewentualnie odrobina oregano
Kiełbasę kroję w kostkę, podsmażam na patelni z pokrojoną drobno cebulą i czosnkiem.
Kroję w kostkę cukinię, paprykę i pomidory, wrzucam do garnka, dodaję cebulę i kiełbasę.
Mięso obsmażam lub - jeśli już jest upieczone lub usmażone, kroję w kostkę, wrzucam do garnka.
Nie dolewam wody ani wywaru, w cukinii jest jej mnóstwo, a zbyt duża ilość zamieniłaby leczo w zupę.
Duszę potrawę przez ok. 20-25 minut, tak, by cukinia się nie rozpadła. Nie chcę jeść ciapy, ale danie z wyczuwalnymi kawałkami warzyw. Doprawiam 2 łyżkami koncentratu.
Gotowe danie podaję z ryżem lub pieczywem. Leczo posypuję żółtym serem, najlepiej parmezanem (dziś nie miałam), posypuję natką pietruszki.
SMACZNEGO!
Jako że jestem w ciągłym biegu, nie mam czasu na czasochłonne potrawy. Uwielbiam na przykład cukinię faszerowaną albo paprykę "wypchaną" dodatkami. Dziś jednak postawiłam na szybką wersję leczo - gęstej potrawy z warzyw, z udziałem mięsa i kiełbasy.
PRZEPIS:
średnia cukinia
2 czerwone papryki (mogą być również zielone, można je mieszać według upodobania)
2 duże pomidory
duża cebula
2-3 ząbki czosnku
kiełbasa (może być dojrzewająca, nie polecam wiejskich kiełbas, nie pasują do tego smaku)
ewentualnie mięso - z indyka lub kurczaka, może być pokrojona w kostkę wieprzowina (na przykład podsmażona szynka)
olej, koncentrat pomidorowy
Przyprawy
sól, pieprz, dużo czerwonej papryki, szczypta cayenne, lubczyk, bazylia, ewentualnie odrobina oregano
Kiełbasę kroję w kostkę, podsmażam na patelni z pokrojoną drobno cebulą i czosnkiem.
Kroję w kostkę cukinię, paprykę i pomidory, wrzucam do garnka, dodaję cebulę i kiełbasę.
Mięso obsmażam lub - jeśli już jest upieczone lub usmażone, kroję w kostkę, wrzucam do garnka.
Nie dolewam wody ani wywaru, w cukinii jest jej mnóstwo, a zbyt duża ilość zamieniłaby leczo w zupę.
Duszę potrawę przez ok. 20-25 minut, tak, by cukinia się nie rozpadła. Nie chcę jeść ciapy, ale danie z wyczuwalnymi kawałkami warzyw. Doprawiam 2 łyżkami koncentratu.
Gotowe danie podaję z ryżem lub pieczywem. Leczo posypuję żółtym serem, najlepiej parmezanem (dziś nie miałam), posypuję natką pietruszki.
SMACZNEGO!
sobota, 23 kwietnia 2011
Pisanki zdobione metodą decoupage'u
Tak, jak sobie zaplanowałam, zrobiłam z dziećmi kilka próbnych pisanek metodą decoupage'u. Kupiłam kilka ładnych kompletów serwetek, z których wyczarowałyśmy na styropianowych jajkach całkiem przyzwoite ozdoby.
Metoda jest prosta, trzeba tylko dużej staranności i cierpliwości, których jeszcze brakuje dzieciom. Rada? Konieczna jest konkretna pomoc, podpowiadanie na każdym etapie. Wtedy praca idzie szybko, a pisanki ładnie się udają.
Wesołych Świąt Wielkiej Nocy - radości, spokoju i nowych sił!
Metoda jest prosta, trzeba tylko dużej staranności i cierpliwości, których jeszcze brakuje dzieciom. Rada? Konieczna jest konkretna pomoc, podpowiadanie na każdym etapie. Wtedy praca idzie szybko, a pisanki ładnie się udają.
Wesołych Świąt Wielkiej Nocy - radości, spokoju i nowych sił!
wtorek, 12 kwietnia 2011
Surówka z selera i daktyli
Dziś do indyka i ryżu z czerwoną papryką duszoną na słodko (z miodem) przygotowałam smaczną, szybką i prostą surówkę z selera.
Korzeń selera ma świetny smak, ale dość rzadko bywa podawany solo. Najczęściej wykorzystujemy go do zup, sosów, mięs. Tymczasem podany na surowo może się okazać fajnym odkryciem.
Polubią go nawet dzieci, jeśli surówkę doprawimy na słodko. Do sałatki z selera można dodać i wędzone śliwki, i morele, i orzechy, i daktyle. Ja dziś przygotowałam wersję z dużą ilością daktyli i jabłkiem.
PRZEPIS
Pół dużego, jędrnego selera o słodkim smaku.
Jedno jabłko
10 daktyli
Sok z cytryny
Olej rzepakowy z 1. tłoczenia albo olej lniany, ewentualnie inny olej lub oliwa
Sól, cukier lub jeszcze lepiej - miód
Selera dokładnie myję, obieram i ścieram na tarce o dużych oczkach. To samo robię z jabłkiem. Wszystko skrapiam sokiem z cytryny.
Daktyle parzę, kroję na dość duże kawałki.
Przygotowuję sos - olej mieszam z sokiem z cytryny, miodem i odrobiną soli.
Niektórzy podają tę sałatkę z majonezem - moje dzieci wolą, gdy składniki łączy olej. Taka surówka jest lżejsza, a majonez nie zabija smaku selera.
Korzeń selera ma świetny smak, ale dość rzadko bywa podawany solo. Najczęściej wykorzystujemy go do zup, sosów, mięs. Tymczasem podany na surowo może się okazać fajnym odkryciem.
Polubią go nawet dzieci, jeśli surówkę doprawimy na słodko. Do sałatki z selera można dodać i wędzone śliwki, i morele, i orzechy, i daktyle. Ja dziś przygotowałam wersję z dużą ilością daktyli i jabłkiem.
PRZEPIS
Pół dużego, jędrnego selera o słodkim smaku.
Jedno jabłko
10 daktyli
Sok z cytryny
Olej rzepakowy z 1. tłoczenia albo olej lniany, ewentualnie inny olej lub oliwa
Sól, cukier lub jeszcze lepiej - miód
Selera dokładnie myję, obieram i ścieram na tarce o dużych oczkach. To samo robię z jabłkiem. Wszystko skrapiam sokiem z cytryny.
Daktyle parzę, kroję na dość duże kawałki.
Przygotowuję sos - olej mieszam z sokiem z cytryny, miodem i odrobiną soli.
Niektórzy podają tę sałatkę z majonezem - moje dzieci wolą, gdy składniki łączy olej. Taka surówka jest lżejsza, a majonez nie zabija smaku selera.
Piękne, proste meble
Z Danii.
Lubię oszczędny styl, choć niekiedy mam już dość skandynawskiej "surowizny". Momentami czuję przesyt białymi płaszczyznami i prostymi deskami. Moim ideałem jest połączenie tej chłodnej prostoty z detalami, które zdobią projekty. Efektowne łączenia, oryginalne dodatki - to mnie kręci i to znalazłam w przepięknych meblach, które projektuje Carl Schneider.
Proste, pięknie wykonane. Ręczna robota - dopieszczone. Tak, jak lubię.
Poza tym naturalne, zrobione z sercem. Widać, że autor czuje materiał.
Nie bez znaczenia są dla mnie pomysły na aranżacje. Zwróćcie uwagę, jak Schneider potrafi wkomponować meble, wtopić je w pomieszczenia o różnej specyfice.
Dla mnie bomba!
Tu znajdziecie wszystkie zdjęcia i projekty autora.
Lubię oszczędny styl, choć niekiedy mam już dość skandynawskiej "surowizny". Momentami czuję przesyt białymi płaszczyznami i prostymi deskami. Moim ideałem jest połączenie tej chłodnej prostoty z detalami, które zdobią projekty. Efektowne łączenia, oryginalne dodatki - to mnie kręci i to znalazłam w przepięknych meblach, które projektuje Carl Schneider.
Proste, pięknie wykonane. Ręczna robota - dopieszczone. Tak, jak lubię.
Poza tym naturalne, zrobione z sercem. Widać, że autor czuje materiał.
Nie bez znaczenia są dla mnie pomysły na aranżacje. Zwróćcie uwagę, jak Schneider potrafi wkomponować meble, wtopić je w pomieszczenia o różnej specyfice.
Dla mnie bomba!
Tu znajdziecie wszystkie zdjęcia i projekty autora.
niedziela, 10 kwietnia 2011
Dzieci robią kartki świąteczne
Staram się wprowadzać nową tradycję - zamiast kupować kartki świąteczne w sklepie lub na poczcie, "zaganiam" dzieci do ich produkcji w domu.
Przed Bożym Narodzeniem, gdy snuły się niecierpliwie czekając na święta, ta praca przyniosła im wielką frajdę. Same przygotowały wszystkie kartki dla rodziny. Moją pomoc ograniczyłam do minimum - chciałam, żeby to one były autorami prac.
Krzywe krawędzie podczas wycinania, plamy kleju na papierze kolorowym, nieuporządkowany dukt kredki - i tak ma właśnie być! To ma być miejsce na ich twórczość, nie na moje poprawianie.
Rodzina była zachwycona, postanowiłam więc, że Wielkanoc także zostanie upamiętniona własnoręcznymi kartkami. A że szykujemy się ze starszą córką do zdobienia pisanek decoupagem, zaproponowałam jej, by wprawiała się na bristolu. Część pomysłów zaczerpnęłam ze świetnej strony którą znajdziecie tutaj. Polecam!
Dziewczyny mają więc zajęcie i zabawę, ja się cieszę, bo się nie nudzą i nie marudzą, a rodzinka i znajomi wkrótce będą mogli podziwiać prace naszych pociech.
Oto pierwsze prace, w ciągu kilku następnych dni postaną nowe!
Przed Bożym Narodzeniem, gdy snuły się niecierpliwie czekając na święta, ta praca przyniosła im wielką frajdę. Same przygotowały wszystkie kartki dla rodziny. Moją pomoc ograniczyłam do minimum - chciałam, żeby to one były autorami prac.
Krzywe krawędzie podczas wycinania, plamy kleju na papierze kolorowym, nieuporządkowany dukt kredki - i tak ma właśnie być! To ma być miejsce na ich twórczość, nie na moje poprawianie.
Rodzina była zachwycona, postanowiłam więc, że Wielkanoc także zostanie upamiętniona własnoręcznymi kartkami. A że szykujemy się ze starszą córką do zdobienia pisanek decoupagem, zaproponowałam jej, by wprawiała się na bristolu. Część pomysłów zaczerpnęłam ze świetnej strony którą znajdziecie tutaj. Polecam!
Dziewczyny mają więc zajęcie i zabawę, ja się cieszę, bo się nie nudzą i nie marudzą, a rodzinka i znajomi wkrótce będą mogli podziwiać prace naszych pociech.
Oto pierwsze prace, w ciągu kilku następnych dni postaną nowe!
Subskrybuj:
Posty (Atom)



































