sobota, 9 stycznia 2016

Ciebie też denerwuje, gdy widzisz kobietę karmiącą w miejscu publicznym?

Karmienie piersią w miejscach publicznych - TAK czy NIE?






Ten temat jest ostatnio dość żywo komentowany. Powód jest prosty - znów mamy modę na naturalne karmienie, a wyzwolone mamy ani myślą zamykać się w czterech ścianach, ponieważ ich pociechy chcą nieustannie pić i jeść. Mamy wychodzą na ulice, do sklepów i kawiarni. Chcą żyć w miarę normalnie, a przy okazji pielęgnować swoje pociechy. Dlaczego fałszywy wstyd miałby im tego zabraniać?





Oczywiście zdarzają się kobiety, które ostentacyjnie wystawiają piersi i na oczach ludzi karmią dzieci, bo mają głęboko w poważaniu to, co czują, widzą i myślą o nich inni. To chyba jednak margines. Większość pań dba o zachowanie minimum prywatności. Osłaniają piersi chustami lub pieluchami, zakrywają się ubraniem. Jeśli nie jakiś natręt nie będzie im zaglądał pod bluzkę, na pewno niczego nie zobaczy.

Samej zdarzało mi się nieraz karmić w miejscach publicznych. Wybierałam ustronne miejsca - ławkę stojącą z boku, jakiś kącik czy inne spokojne miejsce. Niekiedy był to samochód.

Nie wiem, czy odważyłabym się karmić dziecko w tramwaju czy autobusie. Przypuszczam, że zrezygnowałabym ze względów higienicznych. Poza tym na takie sytuacje zazwyczaj zabezpieczałam się butelką z piciem, choćby z wodą.


Ale jeśli ktoś chce, dlaczego nie?


I tu pojawia się problem. Nie wszyscy akceptują wizerunek karmiącej mamy na przykład w środkach komunikacji publicznej. Niektórym to przeszkadza. Razi ich taka intymna sytuacja.

Może też mają prawo do takich uczuć?


Pewna grupa internautów przygotowała ostatnio "wkręt" - zainscenizowali w metrze scenkę, której bohaterką była właśnie karmiąca mama. Kobieta osłonięta białą chustą karmiła dziecko, gdy nagle ktoś zwrócił jej uwagę. Mężczyzna powiedział, że nie życzy sobie oglądania takiego widoku w metrze. Stwierdził, że on nie obnaża się publicznie i tego samego oczekuje od kobiety, bo takie normy obowiązują w cywilizowanym świecie.

Mężczyzna i kobieta odgrywali tylko scenkę, by sprawdzić, jak zareagują pasażerowie. Okazało się, że jeden z mężczyzn stanął w obronie karmiącej kobiety. Nie wszyscy byli równie otwarci, ale kilka osób zasygnalizowało solidarność z karmiącą.




A co Wy sądzicie o karmieniu w miejscach publicznych? Czy powinny być jakieś zasady, ograniczenia w tej kwestii? Czy raczej mamom powinno się pozwolić na wszystko?

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Alyssa Milano (@milano_alyssa)


Alyssa Milano, 41-letnia aktorka, wywołała niedawno burzę swoim zdjęciem wrzuconym na Instagram. Pokazała na nim, jak karmi 16-miesięczną córeczkę.



piątek, 8 stycznia 2016

Po tym tekście od razu wrzucisz swoje ręczniki do prania!

Pixabay
https://pixabay.com/pl/users/TesaPhotography-947707/


Bieliznę zmieniamy codziennie, bluzki i T-shirty lądują w praniu zazwyczaj po jednym użycie. Odzież - generalnie - wrzucamy do prania bardzo szybko. Lubimy świeże ubrania, pachnące świeżością koszule i miękkie, puchate swetry, które nie przeszły zapachem całego dnia.




A zastanawialiście się kiedyś, jak często trzeba prać ręczniki?


Chyba mało kto robi to tak często, jak sugerują eksperci.


Zdarza się Wam myśleć, że zmiana ręcznika raz na tydzień wystarcza? Jeśli tak, popełniacie błąd. Tydzień to zdecydowanie zbyt rzadko, by zgotować swoim ręcznikom porządną gorącą kąpiel w proszku i gorącej wodzie.






Otóż profesor Kelly A. Reynolds z Uniwersytetu w Arizonie zdradziła w rozmowie z portalem BuzzFeed Life, że ręczniki trzeba prać PO TRZECH UŻYCIACH.

Brzmi dziwnie? Nie jesteście przekonani? To czytajcie dalej...

Bakterie i grzyby mają na ręcznikach, którymi się wycieramy, doskonałe środowisko do rozwoju. W ciepłych i ciemnych łazienkach mnożą się jak... grzyby po deszczu. Czasem wystarczy raz użyć ręcznik i nie wysuszyć go dobrze, by przed kolejnym użyciem poczuć niemiły zapach.

Prawda, że odechciewa się korzystania z niego?

Na ręczniku gromadzą się martwe komórki naszego naskórka. Czasem również krew i inne wydzieliny. To raj dla obrzydliwych małych organizmów. Trzeba też pamiętać o rozwieszaniu ręczników po użyciu. Rozwieszony ręcznik szybciej schnie, ten, który powiesimy byle jak, błyskawicznie "łapie" zapach stęchlizny i staje się miejscem życia... wiecie już czego.

A teraz uwaga! Jak często trzeba zmieniać ściereczkę do kąpieli i ręcznik do twarzy?


PO JEDNYM UŻYCIU.


Szok? Pani profesor zapewnia, że to niezbędne. Po prostu ściereczki, którymi się myjemy, a także małe ręczniki do twarzy schną długo i nie ma szans, by po jednym użyciu były naprawdę czyste. To szczególnie ważne dla osób, które mają problemy z cerą. Jeśli masz wypryski czy trądzik, wrzucaj do prania ręcznik po każdym użyciu. Trudno, będzie więcej prania, ale może Twoja skóra poczuje się lepiej, gdy przestaniesz wcierać w nią bakterie i grzyby ze starego ręcznika?

Jest jeszcze jeden problem - ścierki kuchenne. Te - zdaniem pani ekspert - przed praniem powinny być moczone w wybielaczu. Możemy tez dodać wybielacz do prania - ważne, by zabić bakterie.













Nawet jeśli wyda się Wam, że rady pani profesor to zdecydowanie przesada, warto sprawdzać stan ręczników, ścierek i pościeli. W końcu dlaczego mamy bardziej dbać o skarpetki czy majtki niż o ręcznik, nie mówiąc już o ścierce, którą wycieramy naczynia?





środa, 6 stycznia 2016

Schab pieczony z sosem śliwkowym

Fot. Pixabay

Pieczony schab doskonale smakuje  z sosem śliwkowym. Robi się go szybko, jest gęsty, aromatyczny i doskonale "puentuje" pieczyste.


Mięso marynuję w marynacie przez noc. Proporcje dla niedużego kawałka schabu (ok. 70 dkg)

- cztery ząbki wyciśniętego przez praskę czosnku
- cztery łyżki majeranku
- 3/4 łyżeczki soli
- 8 łyżek oleju
- łyżka miodu
- pieprz kolorowy


Następnego dnia wkładam do rękawa do pieczenia. Piekę w zależności od wielkości - tu akurat trochę ponad godzinę w średnio nagrzanym piekarniku.

Po upieczeniu zostawiam mięso, by "doszło" w zamkniętym rękawie. Następnie wylewam z niego powstały sos.

Sos pieczeniowy wlewam do rondla. Dodaję

- 3 garści suszonych śliwek
- 4 ziela angielskie
- 2 liście laurowe
- szczyptę cynamonu
- łyżkę octu balsamicznego (może być kilka łyżek czerwonego wina)
- pół szklanki wody, żeby sos był gęsty, ale niezbyt tłusty i skoncentrowany


Gotuję przez chwilę, po czym dodaję łyżeczkę miodu.

Mieszam łyżeczkę mąki ziemniaczanej w 50 ml zimnej wody. Wlewam do sosu i mieszam energicznie. Gotuję mieszając ok. 3 minut.

Dziś sos przetarłam - można go również przecedzić. Przetarte śliwki smakują świetnie, ale sos nie jest aksamitny, ma raczej konsystencję czekolady. Przecedzony zyskuje klarowność.


wtorek, 5 stycznia 2016

Nie uwierzysz, ile razy na dzień kobieta potrafi skrytykować samą siebie!



                                                                      Fot. pixabay


Z magazynów dla kobiet spoglądają na nas dumne, wyniosłe, smukłe i nieskazitelnie piękne modelki. Ze stron internetowych wysypują się zdjęcia idealnych aktorek i pięknych modelek.

Stajemy rano przed lustrem, po nocy zarwanej pracą do późnej godziny. Słysząc za sobą wołanie malucha zastanawiamy się, czy umyć zęby, czy uczesać włosy. Omiatamy twarz wzrokiem i uciekamy do swoich zajęć. 

W kuchni czeka na nas lepka podłoga i kubki nie umyte po kolacji.

- Fatalnie - moja kuchnia nigdy nie błyśnie jak ta z Ikei - dumamy.

Na talerzu lądują tosty. Znów te same.

- Zero inwencji - krytykujemy się w myślach przypominając sobie, jak cudne zdjęcie śniadania widziałyśmy na Instagramie jednej gwiazdy.

Pięć minut na stylizację. Dżinsy, sweter. Dwie pary skarpet.

- Taaa, cud miód - nabijamy się z siebie w myślach patrząc w lustro.

Macie tak czasem? Chyba wiele z nas miewa takie chwile. Krytykujemy siebie za różne rzeczy, nie doceniamy wysiłków. Nie celebrujemy zwycięstw. 

Mądrzy naukowcy przebadali niedawno grupę kobiet i stwierdzili, że jedna na siedem pań krytykuje siebie przynajmniej osiem razy na dzień! Praktycznie co dwie godziny wysyła sobie sygnał: "Jestem do niczego. Jestem okropna."

Pozostałe krytykują siebie może i rzadziej, ale na pewno się nie oszczędzają. 


Za co siebie same ganimy?

1. Jestem za gruba
2. Mam okropne włosy
3. Mam wielki brzuch





4. Za mało ćwiczę
5. Przy innych kobietach wyglądam fatalnie
6. Za mało zarabiam
7. Nie założę tych ubrań, bo wyglądam w nich za grubo
8. Boże, gdybym była tak ładna jak te dziewczyny z Instagrama




9. Nie wierzę w twoje komplementy, to niemożliwe, że mówisz szczerze
10. Na pewno obmawiają mnie za plecami
11. Jestem zestresowana
12. Nie mam wyczucia stylu, nie umiem się ubrać
13. Za mało seksu
14. Nie jestem twórcza, zero polotu





15. Mam wielki tyłek
16. Nie potrafię się zorganizować
17. Zaniedbuję przyjaciół
18. Nie maluję się starannie
19. Nie podobam się mojemu chłopakowi, mężowi
20. Jestem za gruba





Wygląd - wygląd - wygląd.

To powraca jak refren. Oglądamy boską Chodakowską i z nienawiścią patrzymy na swój brzuch. Patrzymy na zdjęcia modelek i zamykamy z hukiem zamykamy swoją szafę, bo i tak nic tam nie ma. A poza tym jesteśmy za grube. Albo za chude.


Nigdy wystarczająco ładne, mądre, zadbane, zorganizowane.




No do cholery. Coś z nami jest nie tak. Po co się truć? Po co ciągle porównywać? Walczymy, dziewczyny. O ładną bluzkę na sobie, choć się nie chce prasować. O maskarę na rzęsach, choć zostajemy w domu. O luz, gdy podłoga się klei. Zaraz będzie czysto. A jak nie zaraz teraz, to zaraz potem.





Szkoda życia na kompleksy, pierdoły i smutki;)






  















poniedziałek, 4 stycznia 2016

10 sposobów na mroźną zimę

Minus 15 stopni. Przy takiej temperaturze każde wyjście z domu to nie lada wyczyn. A i w domowych pieleszach bywa czasem chłodno. Grzejemy się zatem na wszelkie możliwe sposoby - od wewnątrz i od zewnątrz.

Z humorem!


Homer rozgrzewa się tak...




A my?



Ciepłe kapcie - obowiązkowe. Jeśli ich nie masz, stawiaj na dwie pary skarpet! (fot. Aliexpress)




Na leniwe wieczory, leniwe bamboszki ślimaki;) (fot. Aliexpress)




Przyda się piżama. A najlepiej cały kombinezon! Na przykład taki - miodowy miś (fot. Aliexpress)




Masz dziecko? Może przyda mu się śpiworek? Na przykład w kształcie rekina. 




Ciepłe kakao to ogromna przyjemność. A co dopiero serwowane w takim kubku!




Pamiętaj o przyprawach. Kardamon, cynamon, goździki czy imbir cudownie rozgrzewają organizm.



Czy muszę wspominać o kocu? Mnie podoba się taki. Klasyczny. (fot. Ikea)



Zimne nóżki? Przydałaby się taka syrenka (fot. Aliexpress)




Hop pod koc i pijemy gorącą herbatę. Lubicie z miodem?




Kominek w domu mile widziany. Jest nie tylko ciepło, ale i romantycznie;)




Zima? Lubię to:)





niedziela, 3 stycznia 2016

Łapanie chwil 2016

Są tacy, którzy nie wyobrażają sobie 1 stycznia bez planu na nadchodzące miesiące. Wielu udaje się zrealizować przynajmniej część z noworocznych postanowień. Są i tacy, którzy w nowy rok wchodzą bez większych emocji i ceregieli. Niczego nie planują. Żyją tym, co niesie dzień.

Ja zazwyczaj nie kombinuję. Nie układam scenariuszy - kilka razy życie pokazało mi, że pisze najciekawsze scenariusze bez moich planów. Wychodzę z założenia, że warto planować pewne rzeczy, ale notowanie kolejnych wyzwań jest zdecydowanie nie dla mnie.

Każdy dzień wymaga uwagi. Można go przeoczyć, a można przeżyć go w pełni. I takie właśnie, ogólne, bardzo podstawowe zadanie wyznaczyła sobie na ten rok:

Przeżyć każdy dzień tak, jakby był jedyny i najważniejszy.

Jasne, że nie zawsze się uda. Że będą dni, gdy nic się nie będzie chciało. Albo serce będzie drżeć z powodu choroby dziecka. Ale będę się starać pielęgnować w sobie to dziecko - pogodne, ciekawe świata i dalekie od cynizmu i wyrachowania, których mam po dziurki w nosie.


365 dni. Niby podobne do siebie, ale tak naprawdę każdy jest inny



         Będzie radość z głupot. Pająki z odpustu? Proszę bardzo - ucieszą nas choćby na kilka godzin




                                Będzie dużo bujania w obłokach. Oddechu i patrzenia w niebo




                                 Będzie zimna woda i gęsia skórka - nakarmię zmysły



                            Będzie dużo pracy, którą lubię. Postaram się nie marnować w niej czasu




                           Będą wycieczki - to Kazimierz Dolny. Zwykły dzień, niezwykły pejzaż



                       
                          Będzie radość z banalnego spaceru. Niedługo znów odwiedzimy koguta u sąsiadki




                            Truskawki w podołku. Sukienka córki. Sama słodycz - i to też będzie




                          Będzie praca i wysiłek dzieci. Niech nieustannie próbują i uczą się dla swojej                                                                                                 satysfakcji


wtorek, 27 października 2015

Pasta z ciecierzycy z orzechami - nie tylko do pieczywa



Warzywa strączkowe są w moim menu doceniane, ale... nie zawsze mam na nie ochotę. Powiem wprost - nie lubię potraw, które "kleją" mnie i betonują. Sycą momentalnie. Wolę lekkie dania, lekkie składniki.

Z drugiej strony mam świadomość, że strączki są bardzo zdrowe i powinniśmy jeść je dość często. Dlatego szukam strączkowych "rozrywek". Różnych opcji, prostych dań, które urozmaicą posiłek, a nie zabetonują;)

Zrobiłam pastę z cieciorki. Nie miała konsystencji cementu. Była lekka, pożywna, smakowała trochę jak pasztet, jednak więcej w niej było finezji. Może z orzechów:)

Ja jadłam pastę z pieczywem, niektórzy w domu jedli ją bez chleba, za to z warzywami. Sprawdziła się również jako dodatek do pieczonego kurczaka.

                                                                         Składniki

Szklanka suchej cieciorki (może być i ta z puszki)
garść orzechów 
olej lub oliwa (około 5 łyżek, by pasta była soczysta i dobrze się smarowała)
garść natki pietruszki
pieprz, sól
pestki słonecznika, nasiona lnu
                                                                  Jak zrobić? Banał!

Ciecierzycę namoczyłam na noc. Gotowałam rano bardzo długo. To trwało chyba 3 godziny. Po tym czasie cieciorka była mięciutka, lekko chrupka. "Wypiła" całą wodę (której było dwa razy tyle, co ciecierzycy). 

Dodałam trochę wywaru jarzynowego, wszystkie składniki. Bardzo dokładnie miksowałam. Uwaga! Orzechy są twarde i nie polecam delikatnego blendera - np. przystawki do miksera, w której robi się koktajle. Lepiej użyć porządnego blendera albo wkręcanego noża do miksera.

Jeśli pasta jest za sucha, można dodać trochę więcej oliwy lub odrobinę wody. 

Do chleba, tostów, pieczywa chrupkiego, krakersów, mięsa i jarzyn. Pycha!




piątek, 9 października 2015

Surówka z białej kapusty z pestkami z dyni




Skoro mamy sezon na dynie, przypomniałam sobie o tym zacnym warzywie. A raczej o jego pestkach, które mają tak wiele właściwości prozdrowotnych, że grzechem byłoby pominąć je w codziennej diecie.

Dziś wariacja na temat prostej surówki z białej kapusty. Właśnie z dodatkiem pestek z dyni. I świeżego tymianku. Mój przez lato rozrósł się w doniczce na balkonie, dzięki czemu mam fenomenalny dodatek do kapusty, grochu czy fasoli.

Do rzeczy.

Najprostsza na świecie surówka z białej kapusty

- ćwiartka główki kapuścianej
- 1 cebula
- 1 marchewka
- pół jabłka
- pestki z dyni
- zioła: kminek, majeranek, tymianek, pieprz
- sól, cukier
- olej rzepakowy (najlepiej z 1. tłoczenia, jeśli nie masz, nic się nie stanie)
- sok z cytryny



* Kapustę kroję w cieniutkie piórka.

Sekret kucharki: JAK POKROIĆ KAPUSTĘ W CIENKIE PIÓRKA

Najpierw kroję głowę kapuścianą na pół. Potem bardzo ostrym nożem "skrawam" zdecydowanym ruchem wszystkie po kolei warstwy kapusty począwszy od środka. Kończę na zewnętrznych liściach. Nie wdzieram się nożem w kapustę, raczej delikatnie muskam ją nożem. To coś jakby delikatne ścieranie kapusty, nie zaś jej krojenie. Krojona kapusta jest OK. Ale nie ja uwielbiam  kapuściane "włosy". Delikatne.

* Cebulę obieram,kroję w kostkę. Solę i zostawiam na chwilę

* Marchew i jabłko obieram, ścieram na tarce

* Mieszam warzywa. Solę je, dodaję olej. Ile? Sporo - tak, żeby kapusta zmiękła. Na tę porcję warzyw to będzie około 6 łyżek. Kropię sokiem z cytryny. Dodaję zioła.

* Odstawiam na chwilę do lodówki

*Pestki z dyni najlepiej podać świeże. Ja część uprażyłam na oleju z odrobiną soli. Pod wpływem temperatury na pewno tracą część swoich cudownych właściwości. Ale jak to smakuje! Mmmm... Nic nie stoi na przeszkodzie, by uprażyć tylko część pestek. Resztę dodaję "na surowo".

Bomba witaminowa na stole.








wtorek, 11 sierpnia 2015

Jak odświeżyć stary kosz wiklinowy

Ten wiklinowy kosz najlepsze lata miał już za sobą. Pozostawiony na balkonie zmagał się z deszczem i śniegiem. Nie wyszło mu to na dobre - sczerniał, wyblakł. Wysechł na wiór.

Nadawał się do wyrzucenia.

Aktem miłosierdzia dałam mu (a raczej mój zdolny mąż) drugie życie. Jako że na balkonie mam dużo miejsca, postanowiłam wykorzystać starą wiklinę. Poprosiłam męża - fachowca, który z farbami ma do czynienia na co dzień, by zafundował wiklinie drugie życie.



W sieci znalazłam informacje, że wiklinę można malować farbą w sprayu albo farbą akrylową. Mój kosz został tymczasem pomalowany białą farbą ftalową - bardzo śmierdzącą, służącą na przykład do malowania futryn drzwi.

Minus jest taki, że farba długo schnie i śmierdzi. Kosz był malowany na zewnątrz.

Plus jest taki, że farba ftalowa jest odporna na wiatr, deszcz i słońce. Z tego co widzę, kosz posłuży mi również w przyszłym roku.

Farba ftalowa jest bardzo gęsta i lepka. Jeśli zdecydowalibyście się na jej użycie, można ostrożnie rozcieńczyć ją rozcieńczalnikiem ftalowym. Takim także myje się pędzel po użyciu farby.

Piękno z odzysku. Proszę bardzo.












wtorek, 4 sierpnia 2015

Jak usunąć wągry? Coś znalazłam!

Tłusta cera ma kilka plusów, o czym nieszczęsne jej posiadaczki dowiadują się z wiekiem. Najgorzej jest z nią żyć, gdy jest się nastolatką.
DRA-MAT.
Czego byś dziewczyno nie robiła, zawsze wrócą. Wągry. Pryszcze. Rozszerzone pory.

Przeżyłam to na własnej skórze. Ostatecznie po wielu ciężkich latach pożegnałam się z trądzikiem po urodzeniu dziecka. Kiedy zaczęłam karmić piersią, okropne wykwity zniknęły, jak za dotknięciem czarodziejskiem różdżki.

Dziś krostki nie spędzają mi snu z powiek. Mam jednak tłustą cerę, która lubi się brudzić. Zaskórniki to norma. I to nie tylko na nosie czy brodzie. Są na czole i policzkach wokół nosa. Szczególnie dokuczliwe latem.

Jeśli dokuczają Wam tak samo, dam Wam (dość tanią) radę.

Ziaja wypuściła już jakiś czas temu na rynek serię OCZYSZCZANIE. Oczyszczanie skóry normalnej, tłustej i mieszanej LIŚCIE MANUKA.

W mojej szafce znalazły się:

Pasta do głębokiego oczyszczania twarzy przeciw zaskórnikom
Reduktor zmian potrądzikowych - wysoka koncentracja substancji aktywnych
Krem nawilżający - balans korygująco-ściągający SPF ochrona niska





Co zrobiłam?

Zmyłam twarz płynem micelarnym.

Potem nałożyłam na całą twarz (bo cała tego wymagała) pastę do oczyszczania. Jest bardzo gęsta, ziarnista. Ciężka - zawiera zieloną glinkę. Porządnie wtarłam ją w skórę. Masowałam twarz około 3 minut. Najwięcej uwagi poświęciłam nosowi i brodzie. Potem spłukałam pastę. Skóra była miękka, świeża i lekko zaczerwieniona.

Po chwili, gdy skóra odpoczęła, nałożyłam na twarz reduktor zmian trądzikowych. Choć nie mam pryszczy ani ropnych wykwitów, skóra bywa podrażniona. Ten reduktor działa łagodząco i kojąco. Zamknął pory, które maska nieźle oczyściła. Wygładził i stonował cerę.

Po zastosowaniu pasty i reduktora dałam skórze odpocząć. Nie nakładałam żadnego makijażu. Skóra była o wiele ładniejsza, niż przed kuracją. Gładsza i bardziej miękka. Wągry nie zniknęły zupełnie, ale w sposób widoczny zmniejszyły się i rozjaśniły.

Rano powtórzę kurację. Potem nałożę krem nawilżający, który nadaje się pod makijaż.

Dziś jestem zadowolona. Jak będzie jutro? Co da mi krem? Napiszę.

W każdym razie te dwa kosmetyki - pastę i reduktor mogę na razie polecić z czystym sumieniem.