środa, 7 grudnia 2011

Przegląd ozdób świątecznych - zaczynamy od home&you

Jeszcze trwa adwent. Cisza, czekanie. Wczesne wieczory, na razie niemal bez śniegu. Nie sposób jednak nie wyczuć atmosfery nadchodzących Świąt. Zwłaszcza, gdy w domu są dzieci, które od kilku dni pracowicie kleją cekiny na kartkach świątecznych, piszą życzenia i listy do Gwiazdki.

Dziś zaczynamy przegląd oferty sklepów proponujących świąteczne ozdoby. W home&you kilka grup stylistycznych i kolorystycznych:
MAGIC EVE - tradycyjna czerwień i zieleń
SILVER GLOW - białe i srebrne ozdoby
ELECTRIC SOUND - róż, fiolet, kolor zielony, trochę bardziej nowoczesna stylistyka
GOLDEN TOUCH - ozdoby w kolorze złota i bieli

U mnie dzisiaj przegląd kolekcji Electric sound. Chyba najciekawsza, oceńcie:)



























niedziela, 4 grudnia 2011

Kasza jaglana ze słonecznikiem i żurawiną

Pamiętam, jak na wigilię w moim domu mama gotowała kaszę jaglaną na mleku. Był PRL, może początek nowej Polski. Ona wspominała w ten sposób swoje dzieciństwo, my poznawaliśmy nowy smak. Nowy, bo - jak wiele innych cennych, smacznych i prostych produktów, zapomniany w obrzydliwym czasie Polski Ludowej.

Mama gotowała tę kaszę zaledwie raz w roku. Mleko nadawało jej lekko słodki smak, ale nuta goryczki zostawała. I właśnie ta nuta bardzo mi wtedy smakowała i dzięki nie wróciłam do kaszy już jako mama.



Dziś po kaszę jaglaną staram się sięgać znacznie częściej, niż raz w roku. Jest fenomenalna w smaku i strukturze. Jest też niesamowicie cenna dla organizmu. Ma dużo witaminy B, zawiera lecytynę, mnóstwo soli mineralnych, białka i węglowodanów.
Kasza jaglana pozyskiwana z prosa zawiera również sporadycznie występującą w produktach spożywczych krzemionkę, która świetnie wpływa na zęby, skórę, włosy i paznokcie.


Kasza ta może być stosowana przez osoby będące na diecie bezglutenowej.

Warto pamiętać o kaszy jaglanej w sezonie jesienno-zimowym. Produkt ten usuwa bowiem z organizmu nadmiar wilgoci (katar, kaszel, choroby płuc lub oskrzeli). Jagły zawierają również antyoksydanty wychwytujące i neutralizujące wolne rodniki. Pomagają więc zapobiegać powstawaniu raka.

Nie wolno też zapominać o oczyszczającym działaniu kaszy jaglanej. Jeśli jesteśmy przejedzeni, czujemy się pełni i ociężali, dieta z kaszy jaglanej szybko pomoże oczyścić zablokowany układ pokarmowy.

Ja kaszę jaglaną podałam wczoraj do drugiego dania. Do pieczonego kurczaka i duszonej cukinii.

PRZEPIS NA KASZĘ NA SYPKO

- Filiżanka kaszy
- 2 filiżanki wody
- sól
- łyżka oleju

Wodę zagotowuję w rondlu o grubym dnie. Solę, wlewam olej. Gdy zacznie wrzeć, wsypuję kaszę. Zmniejszam płomień. Jest minimalny. Kasza się praży - nie może się gotować, bo woda zbyt szybko wyparuje i kasza będzie twarda. Na bardzo małym ogniu kaszę praży się krótko - poniżej 10 minut. Trzeba uważać, bo łatwo ją rozgotować, jeśli dolejemy za dużo wody. Jeśli płuczemy kaszę przed gotowaniem, wlewamy mniej wody, bo w płukanej kaszy już trochę jej zostanie.

Kasza zrobiona według tego przepisu jest sypka i świetnie nadaje się do sałatek, jako dodatek do drugich dań.

Ja dodałam do niej sporo ziaren sparzonego słonecznika i sparzonej żurawiny. Córka taki miks zjadła z jogurtem - na słodko kasza jaglana wypada równie interesująco, jak na słono i ostro.


Polecam. jest naprawdę sycąca, lekka i zdrowa. I smaczna:)



piątek, 2 grudnia 2011

Łosoś dla dzieci - z żurawiną

No, tak dobrego łososia chyba jeszcze nie udało mi się zrobić.

Oczywiście sposób przygotowania był najprostszy, banalny.

Ale że w prostocie kryje się siła, tym razem wyszło po prostu bosko.

Spieszę też z reklamą Biedronki, którą niedawno okrutnie "zjechałam" za fatalne krewetki. Tym razem ryba była świetna!

Łososia przyrządziłam prosto. Rozmroziłam rybę. Mocno skropiłam cytryną. Poleżała sobie w soku jakieś pół godziny. Potem ją posoliłam. Nie szczędziłam pieprzu. Na każdej dzwonce wylądował porządny kawałek masła.


Ułożyłam na blaszce. Nie przykrywałam folią. Zostawiłam odkrytą, żeby się nie dusiła, ale piekła.

I to był znakomity pomysł - ryba w naczyniu żaroodpornym albo w folii zawsze się gotowała.

Tym razem upiekła się bombowo w 20 minut (max).

Sparzyłam żurawinę, umyłam sałatę. Podałam rybę z tymi dodatkami i bułeczką z masłem.

Kolacja zniknęła w mgnieniu oka.

Na zdjęciach ryba jest obrana z ości - tylko taką podaję dzieciom.


środa, 30 listopada 2011

Kolor niebieski w domu

Oprócz błękitnego nieba...

I jeszcze oprócz lekkiego, pachnącego wiatru, promyków słońca i delikatnej zieleni...

Nic mi więcej nie potrzeba:)

Niebieski kolor wszedł mi do głowy. Lubię jego połączenie z bielą, kremem i czerwienią. Z żółtym też. I z brązowym.

A że szukam inspiracji do malutkich zmian, przejrzałam trochę stron i blogów z fotkami w stylu nautical.

Sporo fajnych rzeczy. I od razu zrobiło się mi cieplej i jaśniej. Na starość wyniosę się chyba gdzieś nad morze...

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

niedziela, 27 listopada 2011

Dzianina z H&M

Od wczoraj wieje. Zaczęło padać. Pogoda po prostu pod psem.

Żeby jakoś umilić sobie nadchodzące zimowe miesiące, będziemy się teraz "ładować" energią ze świec, ciepłą herbatą, pieczystym i aromatem goździków, wanilii i cynamonu w powietrzu. A także ciepłymi dzianinami, czapkami, rękawicami i szalami.

Otulimy się, pozawijamy i... jakoś przetrwamy do kwietnia!

Wczoraj zafundowałam sobie i córkom wycieczkę do centrum handlowego. Nie na jakieś szczególnie wielkie zakupy - szukałyśmy dodatków. Ja byłam główną poszukującą, potrzebowałam nowej czapki.

Dziewczyny oczywiście "przy okazji" też znalazły coś dla siebie.

Ja wybrałam popielatą czapkę - beret z wyraźnym wzorem. Do niej szal w jaśniejszym odcieniu. Na czapkę dostałam rabat i zamiast 39 złotych zapłaciłam niecałe 20 złotych. Szal za 30 zł.

Córka po długich poszukiwaniach czapki idealnej trafiła na prostą, kremową czapę lekko opadającą na tył. Grubo dziana, nie gryzie. I tania - kosztowała 20 złotych.

Najmłodsza pociecha pocieszyła się ulubioną bohaterką małych dziewczynek - Hello Kitty. Srebrny pasek z wygodnym zapięciem bardzo przypadł jej do gustu. Mam nadzieję, że teraz "przeprosi" wszystkie spodnie, których do tej pory nie lubiła, bo twierdziła, że zsuwają się jej z pupy podczas zabawy.

Wchodzimy więc w późną jesień zaopatrzone w dzianinowe czapy i dobry nastrój prosto od bajkowej postaci.

Mam nadzieję, że jakoś wytrzymamy te kilka miesięcy - teraz czekamy na poprawiający humor śnieg:)












piątek, 25 listopada 2011

Zapiekanka z ryżu

Dziś przepis na zapiekaną wersję risotto. Nie jest to risotto w pełnym tego słowa znaczeniu - nie jest duszone z winem, ale zapiekane. Nie ma też gęstej, kleistej konsystencji. Owszem, jest zwarte, ale to ostatecznie zapiekanka - o innej strukturze.

Podstawową zaletą zapiekanki jest oczywiście szybkość jej wykonania. Gdy wpadam głodna do domu i chcę mieć szybkie danie w niecałą godzinę - voila. To się sprawdzi.

Składniki:

Szklanka ryżu najlepiej jaśminowego - będzie się kleił
2 papryki czerwone
2 papryki zielone
kilka pieczarek (opcjonalnie)
kukurydza (opcjonalnie)
4 grube plastry szynki lub dobra kiełbasa (może być jałowcowa)
pomidor lub dwa, koncentrat
duża cebula, 2 ząbki czosnku
olej
przyprawy: sól, pieprz, kurkuma, papryka ostra, papryka słodka, czosnek staropolski (z dodatkiem przypraw)
ser żółty

Na patelni zaszklić pokrojoną w kostkę cebulę i czosnek. Dorzucić wędlinę i pieczarki oraz obranego ze skóry pomidora.

Do żaroodpornego naczynia wsypać szklankę ryżu. Zalać półtorej szklanki bulionu. Dodać paprykę i wszystko, co poddusiliśmy na patelni. Doprawić przyprawami, dolać kilka łyżek oleju. Dobrze wymieszać.

Wstawić do piekarnika na około pół godziny. Przed wyjęciem posypać startym serem, tak, żeby zdążył się stopić i zapiec.




Paprykę umyć, obrać

czwartek, 24 listopada 2011

Gdy wołowina jest twarda, a Twój nastrój spada...

Gulasz wołowy to klasyka. Robię go od dawna w różnych wariacjach. Zawsze się udaje.

Zawsze?

No... prawie zawsze. Ta wczorajsza wołowinka okazała się twardą sztuką:)

Oczywiście, gdybym zgodnie z zasadami sztuki kulinarnej, najpierw zamarynowała mięso na noc, tego problemu by nie było. Co jednak było począć z mięsem, które rano wyjęłam z zamrażarki, a miało być gotowe na obiad?

Postąpiłam z nim prosto - rozmroziłam, popieprzyłam. Obtoczyłam w mące i podsmażyłam na patelni z cebulką i czosnkiem. Potem zalałam wywarem jarzynowym, dodałam ziele angielskie, duszone grzyby oraz liść laurowy i zostawiłam pod przykryciem do duszenia.

Po godzinie mięso ani drgnęło.

Po dwóch... także.

Zdenerwowałam się, bo takie przygody z wołowiną jeszcze mi się nie zdarzyły. Widocznie trafiłam na kawałek... starej krowy.

Aby uratować posiłek, na który czekała wygłodniała rodzina, dolałam do sosu pół kieliszka wytrawnego wina.

Po pół godziny mięso zaczęło mięknąć. Wkrótce nadawało się do jedzenia. Doprawiłam całość dużą ilością słodkiej papryki i koncentratem pomidorowym.

Podałam z kluseczkami i sałatą.

Na przyszłość będę pamiętać o marynacie. Do niej także dodaję wino - wtedy wołowina jest krucha i szybciej się dusi.



wtorek, 22 listopada 2011

Dzieci robią bombki

W szkole dzieciaków konkurs na świąteczną bombkę. Kończy się termin składania prac, więc dzieci przystąpiły do pracy. Razem zrobiłyśmy dwie bombki - białą i czerwoną. Przy mojej niewielkiej pomocy powstały małe dziełka.


Jak je zrobiłyśmy?

- Nadmuchany balonik mocno związać. Posmarować olejem spożywczym lub olejkiem kosmetycznym.

- W ciepłej wodzie rozpuścić sporo wikolu. Roztwór nie powinien być zbyt gęsty - ma mieć wodnistą konsystencję, gdy zaschnie, woda wyparuje i klej zadziała. Będzie niewidoczny.

- Porwać na kawałki bibułę - krepinę. Namaczać ją w roztworze kleju i naklejać na balonik. Gdy całość będzie obłożona, odstawić balon do wyschnięcia.

- Na pierwszą warstwę, gdy wyschnie, naklejamy warstwę bibuły numer dwa. Można użyć innego koloru, jeśli w międzyczasie zmieniliśmy zdanie co do wyglądu bombki.

- Gdy papier mache zaschnie, przebijamy balonik. Jest posmarowany olejkiem, więc możemy go bez trudu wyjąć ze środka.

- Teraz dopiero zaczyna się prawdziwa zabawa - zdobienie. Złote i srebrne taśmy, koraliki, koronki, nici, mulina, naklejki, gwiazdki, kawałki bibuły lub papierowych serwetek. Wszystko zależy od naszej wyobraźni i inwencji.

- Na koniec musimy zadbać o zawieszkę - można ją zrobić z ozdobnej pasmanterii lub wykorzystać zawieszkę ze stłuczonej bombki.

Dobrej zabawy!






poniedziałek, 21 listopada 2011

Szpinak zapiekany z serem

Najczęściej świeży szpinak duszę na patelni z masłem, czosnkiem i cytryną. Dziś jednak do mięsa przygotowałam inny dodatek - szpinak zapiekany z białym serem. Lekko kwaskowaty, odrobinę ostry. Dobrze się skomponował ze słodkim ziemniakami i równie słodką marchewką, która jest teraz bardzo tania i można ją jeść w każdej postaci.



Świeży szpinak umyłam i osuszyłam. Pokroiłam w szerokie paski.

Ubiłam pianę z dwóch białek, dodałam do niej pół kostki białego sera. Do tego wcisnęłam duży ząbek czosnku. Posoliłam, doprawiłam pieprzem i gałką muszkatołową (sporo!).

Włożyłam szpinak do masy, wymieszałam. Na koniec polałam rozpuszczonym masłem.

Włożyłam masę szpinakową do żaroodpornego naczynia. Zapiekałam przez 20 minut w temperaturze około 150 stopni.

czwartek, 17 listopada 2011

Bieganie po lesie

Większość czasu spędzam przed komputerem. Taką mam pracę. Siedzę, stukam przeszukuję. Wklejam, linkuję, tnę i łączę. Bawię się, pracuję, trochę też się uczę.

Dla osób takich jak ja nawet wyjście do sklepu jest rekreacją. Posprzątanie domu również. Ale to namiastki ruchu.

Czuję, że moje ciało potrzebuje spacerów, szybkiego marszu, powietrza i biegu. Zrobiło się zimno, ale to nie przeszkadza. Dobre ubranie wystarczy - lekkie buty, dresy, kurtka chroniąca od wiatru. I w drogę.

Dziś zafundowałam sobie przedpołudniową przebieżkę po lesie. Mówię Wam - coś cudownego. Jakoś ostatnio zapomniałam, że mieszkam w pobliżu lasu, w którym jest kilka łatwych do przebrnięcia ścieżek.

Biegałam, ćwiczyłam skłony, przysiady, rozkręciłam plecy i barki spięte od pracy przy komputerze. Poczułam się cudownie, a tak niewiele czasu mi to zabrało:)

Postaram się częściej organizować sobie taką gimnastykę. To jest dobre nie tylko dla zdrowia. Nastrój idzie w górę, jak słoneczko w lipcowy dzień!

Fotka dziś nie moja - to tapeta. Rano nie wzięłam aparatu:)