Sporo się ostatnio mówi o ryzyku, jakie niesie za sobą stosowanie kosmetyków z zawartością parabenów.
Parabeny to konserwanty, które przedłużają życie
kosmetyków, są to estry kwasu parahydroksybenzoesowego. Znajdują się
nie tylko w kosmetykach, ale także w produktach spożywczych -
ciastach, sokach owocowych, mrożonkach i dżemach.
I chociaż niektórzy eksperci uspokajają, że ilość tych konserwantów jest na tyle niewielka, że nie zagraża naszemu zdrowiu, czerwona lampka zapala się wtedy, gdy widzę parabeny w składzie kosmetyków dla dzieci.
Uważnie czytam etykiety - ostatnio w domu pojawiło się kilka paczek chusteczek dla dzieci, które stosujemy do wycierania pupy czy rączek. Okazuje się, że sporo tych chustek zawiera masę konserwantów. Te oczywiście już nie pojawią się w moim domu. Wybiorę bezpieczniejsze chusteczki, głównie będą to kosmetyki dla alergików - ich producenci podkreślają, że chusteczki nie zawierają alkoholu, parabenów i substancji zapachowych. O to mi właśnie chodzi.
Spośród 4 paczek chustek, których używałam do tej pory, 2 zawierają parabeny. To chusteczki Dada oraz Bobini (te są przeznaczone dla dzieci powyżej miesiąca, odpadły więc w przedbiegach).
Nie mają parabenów chustki Kindii marki Cleanic oraz kupione w Lidlu chusteczki Toujours. Na te ostatnie zdecyduję się na dłuższą metę. Opakowanie zawiera 80 sztuk, chustki nie pachną i nie drażnią, mają w składzie wyciąg z aloesu, a lista składników jest dość krótka.
Z tego, co czytałam, wolne od parabenów są także chusteczki Nivea.
Tym "wzbogaconym" konserwantami podziękuję - jest w czym wybierać.
niedziela, 18 sierpnia 2013
piątek, 16 sierpnia 2013
Rumień toksyczny noworodków - jak go pokonać?
Zaczęło się już w szpitalu, to była chyba druga doba po urodzeniu synka. Na jego ciele pojawiły się czerwone plamki, na których potem wykwitły białe krostki.
Położna oznajmiła, że dziecko cierpi na rumień toksyczny noworodków - zaleciła kupno emolientu i kąpiele w roztworze fioletu gencjany. Musiałam też szybko zastąpić szpitalne ciuszki malucha własnymi, wypranymi w delikatnym proszku dla dzieci.
Trądzik noworodkowy - inaczej rumień toksyczny noworodków – jest częstą choroba skóry, występuje w 2-3 dobie prawie u połowy noworodków urodzonych o czasie. Zazwyczaj ma łagodny przebieg i ustępuje samoistnie.
Kurację rozpoczęłam w szpitalu - najpierw do wody dolewałam polecanego przez położne emolientu. Potem mąż kupił w aptece emulsję natłuszczającą do kąpieli dermatologicznej. To produkt marki Ocanic z serii, którą polubiłam już w czasie ciąży (moje córki mają skłonności do alergii, myją kosmetykami Oillan włosy i całe ciało, a efekty są zadowalające).
Po powrocie do domu podczas każdej kąpieli do wody lałam właśnie tę emulsję. Trądzik u malca zaczął zanikać, a po 2-3 dniach skóra była czysta, bez śladu krostek czy plamek.
Teraz stosuję emulsję profilaktycznie. Skóra synka jest nawilżona i zdrowa. Nie pojawiają się żadne wypryski ani plamki.
Sprawdzony, polecony;)
Położna oznajmiła, że dziecko cierpi na rumień toksyczny noworodków - zaleciła kupno emolientu i kąpiele w roztworze fioletu gencjany. Musiałam też szybko zastąpić szpitalne ciuszki malucha własnymi, wypranymi w delikatnym proszku dla dzieci.
Trądzik noworodkowy - inaczej rumień toksyczny noworodków – jest częstą choroba skóry, występuje w 2-3 dobie prawie u połowy noworodków urodzonych o czasie. Zazwyczaj ma łagodny przebieg i ustępuje samoistnie.
Kurację rozpoczęłam w szpitalu - najpierw do wody dolewałam polecanego przez położne emolientu. Potem mąż kupił w aptece emulsję natłuszczającą do kąpieli dermatologicznej. To produkt marki Ocanic z serii, którą polubiłam już w czasie ciąży (moje córki mają skłonności do alergii, myją kosmetykami Oillan włosy i całe ciało, a efekty są zadowalające).
Po powrocie do domu podczas każdej kąpieli do wody lałam właśnie tę emulsję. Trądzik u malca zaczął zanikać, a po 2-3 dniach skóra była czysta, bez śladu krostek czy plamek.
Teraz stosuję emulsję profilaktycznie. Skóra synka jest nawilżona i zdrowa. Nie pojawiają się żadne wypryski ani plamki.
Sprawdzony, polecony;)
wtorek, 13 sierpnia 2013
Dobry laktator
W moim domu pojawił się nowy człowiek. Malutki i wymagający. Do tego stopnia, że nawet mleko mamy okazało się dla niego zbyt ciężkostrawne. Ponieważ dokucza mu żółtaczka, gotuję mleko, żeby wspomóc powrót do formy małego człowieka.
Jeszcze podczas pobytu w szpitalu poprosiłam męża o wyszukanie łatwego w obsłudze i dobrego odciągacza. Mąż spisał się na szóstkę - kupił mi sprytne, małe cudeńko, które działa szybko i bez zastrzeżeń. Odciąganie nie boli, mleko spływa błyskawicznie, po kilku minutach działania mam mleko na jedno karmienie - w moim przypadku ok. 60 ml.
Laktator Tommee Tippee ma sporo plusów - jest mały, poręczny i nieskomplikowany. Łatwo się rozkręca i montuje, można go szybko umyć. Z buteleczki, do której ściągam mleko, mały pije chętnie i sprawnie. Smoczek pasuje mu idealnie - nie rezygnuje z piersi, ale i do butelki podchodzi z entuzjazmem.
Cena tego odciągacza też jest zachęcająca - oczywiście najlepiej znaleźć dobrą ofertę w sieci.
Polecam mamom. Będziecie zadowolone.
Jeszcze podczas pobytu w szpitalu poprosiłam męża o wyszukanie łatwego w obsłudze i dobrego odciągacza. Mąż spisał się na szóstkę - kupił mi sprytne, małe cudeńko, które działa szybko i bez zastrzeżeń. Odciąganie nie boli, mleko spływa błyskawicznie, po kilku minutach działania mam mleko na jedno karmienie - w moim przypadku ok. 60 ml.
Laktator Tommee Tippee ma sporo plusów - jest mały, poręczny i nieskomplikowany. Łatwo się rozkręca i montuje, można go szybko umyć. Z buteleczki, do której ściągam mleko, mały pije chętnie i sprawnie. Smoczek pasuje mu idealnie - nie rezygnuje z piersi, ale i do butelki podchodzi z entuzjazmem.
Cena tego odciągacza też jest zachęcająca - oczywiście najlepiej znaleźć dobrą ofertę w sieci.
Polecam mamom. Będziecie zadowolone.
Etykiety:
dobry laktator,
laktator,
laktator opinie,
laktator ręczny,
laktator tommee tippee,
odciągacz do pokarmu,
żółtaczka gotowanie mleka,
żółtaczka u dzieci
czwartek, 18 lipca 2013
Spaghetti z szynką wędzoną na zimno i suszonymi pomidorami
Mamy upał - ciężkie sosy niezbyt się sprawdzają na moim stole. Dlatego dziś makaron w lekkim, choć niezwykle aromatycznym towarzystwie.
Spaghetti z suszonymi pomidorami, kaparami, oliwkami, mozzarellą i szynką wędzoną na zimno. Posypane parmezanem, doprawione lubczykiem.
SKŁADNIKI:
Opakowanie spaghetti
2-3 ząbki czosnku
Słoik pomidorów suszonych
Kilka kaparów
Filiżanka czarnych oliwek
Mała mozzarella
Opakowanie szynki schwarzwaldzkiej (całkiem niezłą można kupić w Lidlu) lub parmeńskiej
Parmezan
WYKONANIE:
Wszystko robi się błyskawicznie. Makaron gotujemy al dente, przelewamy chłodną wodą.
Czosnek kroimy w kostkę. Na patelnię wylewamy sporo oleju z ziołami, w którym zamoczone były wcześniej suszone pomidory. Wrzucamy czosnek, wydobywamy aromat na bardzo małym ogniu.
Kroimy szynkę. Wrzucamy ją na oliwę z czosnkiem.
Kroimy pomidory, kapary i oliwki. Gdy szynka lekko się obsmaży, wrzucamy je na patelnię.
Smażymy przez chwilę, starannie mieszając. Pamiętamy o bardzo małym ogniu pod patelnią.
Gdy sos jest gotowy, wrzucamy na patelnię pokrojoną mozzarellę i makaron. Dokładnie mieszamy.
Przed podaniem posypujemy parmezanem.
Jest pysznie!
Spaghetti z suszonymi pomidorami, kaparami, oliwkami, mozzarellą i szynką wędzoną na zimno. Posypane parmezanem, doprawione lubczykiem.
SKŁADNIKI:
Opakowanie spaghetti
2-3 ząbki czosnku
Słoik pomidorów suszonych
Kilka kaparów
Filiżanka czarnych oliwek
Mała mozzarella
Opakowanie szynki schwarzwaldzkiej (całkiem niezłą można kupić w Lidlu) lub parmeńskiej
Parmezan
WYKONANIE:
Wszystko robi się błyskawicznie. Makaron gotujemy al dente, przelewamy chłodną wodą.
Czosnek kroimy w kostkę. Na patelnię wylewamy sporo oleju z ziołami, w którym zamoczone były wcześniej suszone pomidory. Wrzucamy czosnek, wydobywamy aromat na bardzo małym ogniu.
Kroimy szynkę. Wrzucamy ją na oliwę z czosnkiem.
Kroimy pomidory, kapary i oliwki. Gdy szynka lekko się obsmaży, wrzucamy je na patelnię.
Smażymy przez chwilę, starannie mieszając. Pamiętamy o bardzo małym ogniu pod patelnią.
Gdy sos jest gotowy, wrzucamy na patelnię pokrojoną mozzarellę i makaron. Dokładnie mieszamy.
Przed podaniem posypujemy parmezanem.
Jest pysznie!
czwartek, 27 czerwca 2013
Gulasz z indyka i lekka sałatka z roszponki
Obiad na balkonie - bo nie ma upału, a jest na tyle ciepło, że można odpocząć między kolejnymi wyzwaniami dnia.
Dziś gulasz z indyka - dokładnie z polędwiczek indyczych. Z młodą marchewką, papryką i selerem. A do tego lekka sałatka z roszponki w sosie winegret.
Składniki:
3 polędwiczki z indyka (to wewnętrzne części piersi z indyka, w TESCO były ostatnio tańsze od całego fileta)
Marynata do mięsa:
Olej
Ocet z jabłek albo winny, może być też balsamiczny
sól, pieprz, cukier
3 ząbki czosnku
kurkuma
słodka papryka
Sos do mięsa:
1 cebula
1 papryka
1 duża marchewka
nać młodego selera
Mięso oczyszczam z błon, kroję w kostkę i marynuję przez noc. Cebulę drobno siekam, marchew kroję w duże talarki, paprykę w kostkę. Siekam selera. Na patelnię z rozgrzanym olejem wrzucam warzywa, po chwili dodaję mięso. Mieszam, przykrywam, duszę ok. 25 minut na bardzo małym ogniu, na patelni o grubym dnie, by się nie przypaliło. Mieszam od czasu do czasu.
SAŁATKA Z ROSZPONKI
Umytą roszponkę osuszam, wrzucam na miskę. Dodaję pokrojonego w kostkę pomidora, garść pokrojonych oliwek, zalewam sosem winegret: 1/3 filiżanki oleju rzepakowego pomieszanego z lnianym (jest BARDZO zdrowy), sok z połówki cytryny, łyżka dobrej musztardy, łyżka miodu, sól, pieprz.
Do mięsa podałam też fasolkę szparagową i makaron.
Solidne porcje zniknęły z talerzy dzieciaków w imponującym tempie:)
Dziś gulasz z indyka - dokładnie z polędwiczek indyczych. Z młodą marchewką, papryką i selerem. A do tego lekka sałatka z roszponki w sosie winegret.
Składniki:
3 polędwiczki z indyka (to wewnętrzne części piersi z indyka, w TESCO były ostatnio tańsze od całego fileta)
Marynata do mięsa:
Olej
Ocet z jabłek albo winny, może być też balsamiczny
sól, pieprz, cukier
3 ząbki czosnku
kurkuma
słodka papryka
Sos do mięsa:
1 cebula
1 papryka
1 duża marchewka
nać młodego selera
Mięso oczyszczam z błon, kroję w kostkę i marynuję przez noc. Cebulę drobno siekam, marchew kroję w duże talarki, paprykę w kostkę. Siekam selera. Na patelnię z rozgrzanym olejem wrzucam warzywa, po chwili dodaję mięso. Mieszam, przykrywam, duszę ok. 25 minut na bardzo małym ogniu, na patelni o grubym dnie, by się nie przypaliło. Mieszam od czasu do czasu.
SAŁATKA Z ROSZPONKI
Umytą roszponkę osuszam, wrzucam na miskę. Dodaję pokrojonego w kostkę pomidora, garść pokrojonych oliwek, zalewam sosem winegret: 1/3 filiżanki oleju rzepakowego pomieszanego z lnianym (jest BARDZO zdrowy), sok z połówki cytryny, łyżka dobrej musztardy, łyżka miodu, sól, pieprz.
Do mięsa podałam też fasolkę szparagową i makaron.
Solidne porcje zniknęły z talerzy dzieciaków w imponującym tempie:)
środa, 26 czerwca 2013
Risotto z papryką i cukinią
Risotto powinno się dusić na głębokiej patelni lub w rondlu.
Być może.
Ja je zapiekam bez stresu i konieczności kontrolowania ilości płynu.
Wychodzi mi w-sam-raz. Nie ciapowate, nie suche. Mokre, ale niezbyt rzadkie.
Robię tak:
2 kubki ryżu do risotto lub parboiled
3 papryki
1-2 małe cukinie
cebula
3-4 ząbki czosnku
kawałek suchej kiełbasy
sos pomidorowy (ostatnio odkryłam re-we-la-cyj-ny sos z bazylią w Lidlu - w dużej butelce, aromatyczny, po prostu pyszny - fotka pod spodem)
4 łyżki koncentratu pomidorowego
olej
dużo słodkiej papryki w proszku
sól, pieprz, ewentualnie oregano, bazylia, lubczyk
ostry ser do posypania
W rondlu o grubym dnie gotuję 2 kubki wody - osolonej z łyżką oleju. Na wrzątek wrzucam kubek ryżu. Gotuję, aż będzie PRAWIE miękki. Ziarna się nie sypią, ale klei je reszta wody.
Kroję paprykę i cukinię. Cebulę posiekaną w kostkę podsmażam z pokrojoną kiełbasą i czosnkiem (daję go w całości).
W naczyniu żaroodpornym mieszam warzywa z cebulą i kiełbasą. Wrzucam ryż. Dodaję przyprawy, zalewam sosem (pół kubka na małe naczynie wystarczy), dodaję koncentrat.
Zapiekam ok. 10-15 minut - tak, żeby papryka była miękka, ale się nie "rozlazła".
Posypuję startym serem, z dodatkiem rukoli smakuje znakomicie.
I wspomniany sos - z Lidla:
Etykiety:
cukinia,
dobry sos pomidorowy,
jak zrobić risotto,
lidl,
obiad bez mięsa,
papryka,
risotto,
risotto z cukinią,
ryż,
sos pomidorowy,
szybki obiad
wtorek, 25 czerwca 2013
Kurczak z soczewicą i sałatą z rukoli oraz roszponki
Późny powrót do domu nie musi oznaczać obiadu odgrzewanego ze słoika czy błyskawicznej mrożonki wrzucanej na patelnię. Wystarczy pół godziny, by przyrządzić smaczny posiłek. Warto jednak zaplanować go sobie rano, przed wyjściem do pracy. Zamarynować mięso, namoczyć soczewicę. Choć ta nie wymaga długiego namaczania - w przeciwieństwie do grochu, fasoli, soi czy cieciorki gotuje się szybko. Pół godziny na pewno wystarczy.
Wczoraj w ekspresowym tempie przygotowałam kurczaka z soczewicą właśnie, którego podałam z sałatą z rukoli i roszponki.
KURCZAK
Dużą pierś z kurczaka pokroiłam w kostkę poprzedniego dnia wieczorem. Zamarynowałam w MARYNACIE: 2 ząbki czosnku + olej rzepakowy + pieprz +sól + ocet balsamiczny.
Zamarynowane mięso obsmażyłam na gorącym oleju. Dodałam pokrojoną w talarki marchewkę i grubo pokrojone pieczarki. Dusiłam pod przykryciem, na bardzo małym ogniu w sosie, który uzyskałam z mięsa, nie dodawałam już wody ani bulionu, tylko sporo masła.
SOCZEWICA
Nie wymaga namaczania - ja na 2 filiżanki wrzącej, osolonej wody z łyżką oleju wrzucam filiżankę ziaren. Gotuję w rondlu o grubym dnie, na bardzo małym ogniu. Gdy prawie cała woda jest wchłonięta, wyłączam gaz, a soczewica wypija resztę wody i staje się sypka.
SAŁATA Z RUKOLI I ROSZPONKI Z SUSZONYMI POMIDORAMI
Rukolę i roszponkę myję na sicie, odsączam. Kroję kilka suszonych pomidorów. Robię sos - 4 łyżki octu balsamicznego mieszam z olejem (np. lnianym) łyżką miodu, solą, pieprzem, wyciśniętą połówką cytryny i ząbkiem czosnku. Dodaję też łyżkę musztardy.Całość mieszam i choć na chwilę odstawiam do lodówki, by listki przeszły sosem.
Wczoraj w ekspresowym tempie przygotowałam kurczaka z soczewicą właśnie, którego podałam z sałatą z rukoli i roszponki.
KURCZAK
Dużą pierś z kurczaka pokroiłam w kostkę poprzedniego dnia wieczorem. Zamarynowałam w MARYNACIE: 2 ząbki czosnku + olej rzepakowy + pieprz +sól + ocet balsamiczny.
Zamarynowane mięso obsmażyłam na gorącym oleju. Dodałam pokrojoną w talarki marchewkę i grubo pokrojone pieczarki. Dusiłam pod przykryciem, na bardzo małym ogniu w sosie, który uzyskałam z mięsa, nie dodawałam już wody ani bulionu, tylko sporo masła.
SOCZEWICA
Nie wymaga namaczania - ja na 2 filiżanki wrzącej, osolonej wody z łyżką oleju wrzucam filiżankę ziaren. Gotuję w rondlu o grubym dnie, na bardzo małym ogniu. Gdy prawie cała woda jest wchłonięta, wyłączam gaz, a soczewica wypija resztę wody i staje się sypka.
SAŁATA Z RUKOLI I ROSZPONKI Z SUSZONYMI POMIDORAMI
Rukolę i roszponkę myję na sicie, odsączam. Kroję kilka suszonych pomidorów. Robię sos - 4 łyżki octu balsamicznego mieszam z olejem (np. lnianym) łyżką miodu, solą, pieprzem, wyciśniętą połówką cytryny i ząbkiem czosnku. Dodaję też łyżkę musztardy.Całość mieszam i choć na chwilę odstawiam do lodówki, by listki przeszły sosem.
środa, 27 marca 2013
Ozdoby wielkanocne robione przez dzieci
Ten rok jest wyjątkowo niesprzyjający, jeśli chodzi o szykowanie świąt i przedświąteczną atmosferę. Zima nie daje za wygraną i mamy wrażenie, że za kilka dni będziemy jeść karpia, a nie jajeczko!
Na szczęście są dzieci, których nawet śnieg za oknem nie zniechęca przed przygotowywaniem się do Wielkanocy. Już od tygodnia dziewczyny robią pisanki, zdobią styropianowe jajka, malują je i wyklejają.
Czy to tania pasja? Jeśli ktoś ma już w domu trochę pasmanterii, filcu i innych dodatków, wystarczy uzupełnić zapasy. Jeśli nie mamy nic, trochę się wykosztujemy - jeden arkusz dość cienkiego filcu kosztuje ok. 3 zł, jajka czy kury ze styropianu w zależności od wielkości od kilkudziesięciu groszy, do kilku złotych. Opakowanie krótkich szpilek do wbijania w styropian to koszt ok. 5 złotych. Dochodzą wstążki, bibuła, naklejki (np. oczy). Można w ten sposób wydać kilkadziesiąt złotych.
Ale efekt jest tego wart. A moje dzieci po raz pierwszy w życiu nie prosiły na kiermaszu świątecznym, żebym kupowała im pisanki, tylko same podpatrywały różne sposoby zdobienia.
I o to chodzi - żeby było kreatywnie. I żeby się nie nudziły!
Na szczęście są dzieci, których nawet śnieg za oknem nie zniechęca przed przygotowywaniem się do Wielkanocy. Już od tygodnia dziewczyny robią pisanki, zdobią styropianowe jajka, malują je i wyklejają.
Czy to tania pasja? Jeśli ktoś ma już w domu trochę pasmanterii, filcu i innych dodatków, wystarczy uzupełnić zapasy. Jeśli nie mamy nic, trochę się wykosztujemy - jeden arkusz dość cienkiego filcu kosztuje ok. 3 zł, jajka czy kury ze styropianu w zależności od wielkości od kilkudziesięciu groszy, do kilku złotych. Opakowanie krótkich szpilek do wbijania w styropian to koszt ok. 5 złotych. Dochodzą wstążki, bibuła, naklejki (np. oczy). Można w ten sposób wydać kilkadziesiąt złotych.
Ale efekt jest tego wart. A moje dzieci po raz pierwszy w życiu nie prosiły na kiermaszu świątecznym, żebym kupowała im pisanki, tylko same podpatrywały różne sposoby zdobienia.
I o to chodzi - żeby było kreatywnie. I żeby się nie nudziły!
Etykiety:
filc,
kurczaki wielkanocne,
ozdoby wielkanocne,
ozdoby z filcu,
pisanki,
pisanki ze styropianu,
święta wielkanocne,
wielkanoc dekoracje,
zabawki z filcu,
zdobienie jajek
wtorek, 11 grudnia 2012
Stara pralka
Biorąc prysznic rozmyślałam sobie o tym i o owym (nie wiem jak Wy, ale ja chwile najbardziej intensywnego myślenia miewam - nad deską do prasowania
- nad zlewem pełnym brudnych naczyń
- pod prysznicem
- ewentualnie podczas obierania ziemniaków)
... tak więc pomyślałam sobie, że jestem trochę, jak moja z górą dziesięcioletnia, stara, wysłużona pralka marki Mastercook.
Moja pralka przeszła już niejedno. Wyprała kilak setek kilogramów śmierdzących tetrowych pieluch i innych dziecięcych akcesoriów. Prała wszystko, jak leciało - majtki, skarpety, miśki pluszowe, koniki pony, dżinsy i spodnie robocze, pobrudzone farbami dresy i wysmarowane pudrem bluzeczki.
Dziś ledwo stęka, ale ciągle się kręci.
Jak ja.
Jednak na skutek złego poziomowania naszego poczciwego mieszkadła, pralka gubi rytm podczas wirowania. Zamiast regularnie, niczym nowoczesne i ciche praleczki, wirować fiuuuuu, ona wiruje rudududurudududu.
Zdarza się jej również ostatnio - coraz częściej - opuszczać swe "łoże" i wędrować po łazience.
Szuka czegoś, najwyraźniej, ale sama chyba nie wie, czego.
Jak ja.
Ta szczerba z rdzy na dole jakoś została przyłatana przez Męża. Mam jednak wrażenie, że pewnego pięknego dnia korozja powie - Hola! i znów zacznie żreć moją pralkę.
Z wymienioną grzałką i kołnierzem, ona ciągle pierze.
Jak ja. Choć w sumie ciągle części u mnie oryginalne.
Jak długo pokręci?
O, bardzo długo. Jest potrzebna - a to najważniejszy miernik jej i naszego żywota;)
- nad zlewem pełnym brudnych naczyń
- pod prysznicem
- ewentualnie podczas obierania ziemniaków)
... tak więc pomyślałam sobie, że jestem trochę, jak moja z górą dziesięcioletnia, stara, wysłużona pralka marki Mastercook.
Moja pralka przeszła już niejedno. Wyprała kilak setek kilogramów śmierdzących tetrowych pieluch i innych dziecięcych akcesoriów. Prała wszystko, jak leciało - majtki, skarpety, miśki pluszowe, koniki pony, dżinsy i spodnie robocze, pobrudzone farbami dresy i wysmarowane pudrem bluzeczki.
Dziś ledwo stęka, ale ciągle się kręci.
Jak ja.
Jednak na skutek złego poziomowania naszego poczciwego mieszkadła, pralka gubi rytm podczas wirowania. Zamiast regularnie, niczym nowoczesne i ciche praleczki, wirować fiuuuuu, ona wiruje rudududurudududu.
Zdarza się jej również ostatnio - coraz częściej - opuszczać swe "łoże" i wędrować po łazience.
Szuka czegoś, najwyraźniej, ale sama chyba nie wie, czego.
Jak ja.
Ta szczerba z rdzy na dole jakoś została przyłatana przez Męża. Mam jednak wrażenie, że pewnego pięknego dnia korozja powie - Hola! i znów zacznie żreć moją pralkę.
Z wymienioną grzałką i kołnierzem, ona ciągle pierze.
Jak ja. Choć w sumie ciągle części u mnie oryginalne.
Jak długo pokręci?
O, bardzo długo. Jest potrzebna - a to najważniejszy miernik jej i naszego żywota;)
niedziela, 9 grudnia 2012
Zupa cebulowa z grzankami
O tej zupie już kiedyś pisałam. Ale ostatnio, gdy miałam chandrę i szykowałam ją z wielkim namaszczeniem i z dodatkiem serca, pomyślałam, że raz jeszcze podzielę ze światem przepisem na tę prostą i pyszną potrawę.
Zwłaszcza, że po wrzuceniu na Facebooka zupą zainteresował się znajomy - stwierdził, że uwielbia takie smaki, kiedyś jadł cebulową w restauracji, ale nie bardzo wie, jak się zabrać do jej przyrządzenia.
Dla wszystkich, którzy lubią moc w garnku i którym ciągle chłodno, przepis:
WYWAR
3 marchewki
pietruszka
2 łodygi selera naciowego
kawałek korzenia selera
olej rzepakowy - ok. 4 łyżek
Wywar gotujemy na małym ogniu przez ok. godzinę. Warzywa muszą się porządnie wygotować, olej podkreśli smak zupy.
CEBULA I CZOSNEK + POMIDORY
3 - 4 cebule kroimy w drobną kostkę. Siekamy drobno 2-3 ząbki czosnku. Wrzucamy to na patelnię, na rozgrzany olej rzepakowy. Szklimy, uważamy, żeby nie spalić.
Gdy cebula jest złota, dodajemy do niej puszkę pomidorów. Najlepiej takich bez skóry, idealne są pokrojone w kostkę. Mieszamy wszystko.
Ciąg dalszy pod fotkami ------------------->
Tak powstały sos wlewamy do wywaru (maksymalnie litra - nie więcej, bo zupa będzie za rzadka).
Zupę doprawiamy bazylią, lubczykiem, oregano czerwoną papryką (słodką i ostrą - w proszku), pieprzem, solą oraz imbirem. Może być świeży - wystarczą 2 plasterki, może być w proszku. Zupa musi być ostra, porządnie doprawiona.
Na koniec dodajemy do zupy 2 łyżki kwaśnego koncentratu pomidorowego.
Zupę podajemy z grzankami (bułka, chleb - co macie pod ręką). Posypujemy startym parmezanem, dodajemy zieleninę, żeby jadły także oczy;)
Smacznego - rozgrzewka w zimny dzień gwarantowana:)
Zwłaszcza, że po wrzuceniu na Facebooka zupą zainteresował się znajomy - stwierdził, że uwielbia takie smaki, kiedyś jadł cebulową w restauracji, ale nie bardzo wie, jak się zabrać do jej przyrządzenia.
Dla wszystkich, którzy lubią moc w garnku i którym ciągle chłodno, przepis:
WYWAR
3 marchewki
pietruszka
2 łodygi selera naciowego
kawałek korzenia selera
olej rzepakowy - ok. 4 łyżek
Wywar gotujemy na małym ogniu przez ok. godzinę. Warzywa muszą się porządnie wygotować, olej podkreśli smak zupy.
CEBULA I CZOSNEK + POMIDORY
3 - 4 cebule kroimy w drobną kostkę. Siekamy drobno 2-3 ząbki czosnku. Wrzucamy to na patelnię, na rozgrzany olej rzepakowy. Szklimy, uważamy, żeby nie spalić.
Gdy cebula jest złota, dodajemy do niej puszkę pomidorów. Najlepiej takich bez skóry, idealne są pokrojone w kostkę. Mieszamy wszystko.
Ciąg dalszy pod fotkami ------------------->
Tak powstały sos wlewamy do wywaru (maksymalnie litra - nie więcej, bo zupa będzie za rzadka).
Zupę doprawiamy bazylią, lubczykiem, oregano czerwoną papryką (słodką i ostrą - w proszku), pieprzem, solą oraz imbirem. Może być świeży - wystarczą 2 plasterki, może być w proszku. Zupa musi być ostra, porządnie doprawiona.
Na koniec dodajemy do zupy 2 łyżki kwaśnego koncentratu pomidorowego.
Zupę podajemy z grzankami (bułka, chleb - co macie pod ręką). Posypujemy startym parmezanem, dodajemy zieleninę, żeby jadły także oczy;)
Smacznego - rozgrzewka w zimny dzień gwarantowana:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
































