Oprócz błękitnego nieba...
I jeszcze oprócz lekkiego, pachnącego wiatru, promyków słońca i delikatnej zieleni...
Nic mi więcej nie potrzeba:)
Niebieski kolor wszedł mi do głowy. Lubię jego połączenie z bielą, kremem i czerwienią. Z żółtym też. I z brązowym.
A że szukam inspiracji do malutkich zmian, przejrzałam trochę stron i blogów z fotkami w stylu nautical.
Sporo fajnych rzeczy. I od razu zrobiło się mi cieplej i jaśniej. Na starość wyniosę się chyba gdzieś nad morze...
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
środa, 30 listopada 2011
niedziela, 27 listopada 2011
Dzianina z H&M
Od wczoraj wieje. Zaczęło padać. Pogoda po prostu pod psem.
Żeby jakoś umilić sobie nadchodzące zimowe miesiące, będziemy się teraz "ładować" energią ze świec, ciepłą herbatą, pieczystym i aromatem goździków, wanilii i cynamonu w powietrzu. A także ciepłymi dzianinami, czapkami, rękawicami i szalami.
Otulimy się, pozawijamy i... jakoś przetrwamy do kwietnia!
Wczoraj zafundowałam sobie i córkom wycieczkę do centrum handlowego. Nie na jakieś szczególnie wielkie zakupy - szukałyśmy dodatków. Ja byłam główną poszukującą, potrzebowałam nowej czapki.
Dziewczyny oczywiście "przy okazji" też znalazły coś dla siebie.
Ja wybrałam popielatą czapkę - beret z wyraźnym wzorem. Do niej szal w jaśniejszym odcieniu. Na czapkę dostałam rabat i zamiast 39 złotych zapłaciłam niecałe 20 złotych. Szal za 30 zł.
Córka po długich poszukiwaniach czapki idealnej trafiła na prostą, kremową czapę lekko opadającą na tył. Grubo dziana, nie gryzie. I tania - kosztowała 20 złotych.
Najmłodsza pociecha pocieszyła się ulubioną bohaterką małych dziewczynek - Hello Kitty. Srebrny pasek z wygodnym zapięciem bardzo przypadł jej do gustu. Mam nadzieję, że teraz "przeprosi" wszystkie spodnie, których do tej pory nie lubiła, bo twierdziła, że zsuwają się jej z pupy podczas zabawy.
Wchodzimy więc w późną jesień zaopatrzone w dzianinowe czapy i dobry nastrój prosto od bajkowej postaci.
Mam nadzieję, że jakoś wytrzymamy te kilka miesięcy - teraz czekamy na poprawiający humor śnieg:)
Żeby jakoś umilić sobie nadchodzące zimowe miesiące, będziemy się teraz "ładować" energią ze świec, ciepłą herbatą, pieczystym i aromatem goździków, wanilii i cynamonu w powietrzu. A także ciepłymi dzianinami, czapkami, rękawicami i szalami.
Otulimy się, pozawijamy i... jakoś przetrwamy do kwietnia!
Wczoraj zafundowałam sobie i córkom wycieczkę do centrum handlowego. Nie na jakieś szczególnie wielkie zakupy - szukałyśmy dodatków. Ja byłam główną poszukującą, potrzebowałam nowej czapki.
Dziewczyny oczywiście "przy okazji" też znalazły coś dla siebie.
Ja wybrałam popielatą czapkę - beret z wyraźnym wzorem. Do niej szal w jaśniejszym odcieniu. Na czapkę dostałam rabat i zamiast 39 złotych zapłaciłam niecałe 20 złotych. Szal za 30 zł.
Córka po długich poszukiwaniach czapki idealnej trafiła na prostą, kremową czapę lekko opadającą na tył. Grubo dziana, nie gryzie. I tania - kosztowała 20 złotych.
Najmłodsza pociecha pocieszyła się ulubioną bohaterką małych dziewczynek - Hello Kitty. Srebrny pasek z wygodnym zapięciem bardzo przypadł jej do gustu. Mam nadzieję, że teraz "przeprosi" wszystkie spodnie, których do tej pory nie lubiła, bo twierdziła, że zsuwają się jej z pupy podczas zabawy.
Wchodzimy więc w późną jesień zaopatrzone w dzianinowe czapy i dobry nastrój prosto od bajkowej postaci.
Mam nadzieję, że jakoś wytrzymamy te kilka miesięcy - teraz czekamy na poprawiający humor śnieg:)
piątek, 25 listopada 2011
Zapiekanka z ryżu
Dziś przepis na zapiekaną wersję risotto. Nie jest to risotto w pełnym tego słowa znaczeniu - nie jest duszone z winem, ale zapiekane. Nie ma też gęstej, kleistej konsystencji. Owszem, jest zwarte, ale to ostatecznie zapiekanka - o innej strukturze.
Podstawową zaletą zapiekanki jest oczywiście szybkość jej wykonania. Gdy wpadam głodna do domu i chcę mieć szybkie danie w niecałą godzinę - voila. To się sprawdzi.
Składniki:
Szklanka ryżu najlepiej jaśminowego - będzie się kleił
2 papryki czerwone
2 papryki zielone
kilka pieczarek (opcjonalnie)
kukurydza (opcjonalnie)
4 grube plastry szynki lub dobra kiełbasa (może być jałowcowa)
pomidor lub dwa, koncentrat
duża cebula, 2 ząbki czosnku
olej
przyprawy: sól, pieprz, kurkuma, papryka ostra, papryka słodka, czosnek staropolski (z dodatkiem przypraw)
ser żółty
Na patelni zaszklić pokrojoną w kostkę cebulę i czosnek. Dorzucić wędlinę i pieczarki oraz obranego ze skóry pomidora.
Do żaroodpornego naczynia wsypać szklankę ryżu. Zalać półtorej szklanki bulionu. Dodać paprykę i wszystko, co poddusiliśmy na patelni. Doprawić przyprawami, dolać kilka łyżek oleju. Dobrze wymieszać.
Wstawić do piekarnika na około pół godziny. Przed wyjęciem posypać startym serem, tak, żeby zdążył się stopić i zapiec.
Paprykę umyć, obrać
Podstawową zaletą zapiekanki jest oczywiście szybkość jej wykonania. Gdy wpadam głodna do domu i chcę mieć szybkie danie w niecałą godzinę - voila. To się sprawdzi.
Składniki:
Szklanka ryżu najlepiej jaśminowego - będzie się kleił
2 papryki czerwone
2 papryki zielone
kilka pieczarek (opcjonalnie)
kukurydza (opcjonalnie)
4 grube plastry szynki lub dobra kiełbasa (może być jałowcowa)
pomidor lub dwa, koncentrat
duża cebula, 2 ząbki czosnku
olej
przyprawy: sól, pieprz, kurkuma, papryka ostra, papryka słodka, czosnek staropolski (z dodatkiem przypraw)
ser żółty
Na patelni zaszklić pokrojoną w kostkę cebulę i czosnek. Dorzucić wędlinę i pieczarki oraz obranego ze skóry pomidora.
Do żaroodpornego naczynia wsypać szklankę ryżu. Zalać półtorej szklanki bulionu. Dodać paprykę i wszystko, co poddusiliśmy na patelni. Doprawić przyprawami, dolać kilka łyżek oleju. Dobrze wymieszać.
Wstawić do piekarnika na około pół godziny. Przed wyjęciem posypać startym serem, tak, żeby zdążył się stopić i zapiec.
Paprykę umyć, obrać
czwartek, 24 listopada 2011
Gdy wołowina jest twarda, a Twój nastrój spada...
Gulasz wołowy to klasyka. Robię go od dawna w różnych wariacjach. Zawsze się udaje.
Zawsze?
No... prawie zawsze. Ta wczorajsza wołowinka okazała się twardą sztuką:)
Oczywiście, gdybym zgodnie z zasadami sztuki kulinarnej, najpierw zamarynowała mięso na noc, tego problemu by nie było. Co jednak było począć z mięsem, które rano wyjęłam z zamrażarki, a miało być gotowe na obiad?
Postąpiłam z nim prosto - rozmroziłam, popieprzyłam. Obtoczyłam w mące i podsmażyłam na patelni z cebulką i czosnkiem. Potem zalałam wywarem jarzynowym, dodałam ziele angielskie, duszone grzyby oraz liść laurowy i zostawiłam pod przykryciem do duszenia.
Po godzinie mięso ani drgnęło.
Po dwóch... także.
Zdenerwowałam się, bo takie przygody z wołowiną jeszcze mi się nie zdarzyły. Widocznie trafiłam na kawałek... starej krowy.
Aby uratować posiłek, na który czekała wygłodniała rodzina, dolałam do sosu pół kieliszka wytrawnego wina.
Po pół godziny mięso zaczęło mięknąć. Wkrótce nadawało się do jedzenia. Doprawiłam całość dużą ilością słodkiej papryki i koncentratem pomidorowym.
Podałam z kluseczkami i sałatą.
Na przyszłość będę pamiętać o marynacie. Do niej także dodaję wino - wtedy wołowina jest krucha i szybciej się dusi.
Zawsze?
No... prawie zawsze. Ta wczorajsza wołowinka okazała się twardą sztuką:)
Oczywiście, gdybym zgodnie z zasadami sztuki kulinarnej, najpierw zamarynowała mięso na noc, tego problemu by nie było. Co jednak było począć z mięsem, które rano wyjęłam z zamrażarki, a miało być gotowe na obiad?
Postąpiłam z nim prosto - rozmroziłam, popieprzyłam. Obtoczyłam w mące i podsmażyłam na patelni z cebulką i czosnkiem. Potem zalałam wywarem jarzynowym, dodałam ziele angielskie, duszone grzyby oraz liść laurowy i zostawiłam pod przykryciem do duszenia.
Po godzinie mięso ani drgnęło.
Po dwóch... także.
Zdenerwowałam się, bo takie przygody z wołowiną jeszcze mi się nie zdarzyły. Widocznie trafiłam na kawałek... starej krowy.
Aby uratować posiłek, na który czekała wygłodniała rodzina, dolałam do sosu pół kieliszka wytrawnego wina.
Po pół godziny mięso zaczęło mięknąć. Wkrótce nadawało się do jedzenia. Doprawiłam całość dużą ilością słodkiej papryki i koncentratem pomidorowym.
Podałam z kluseczkami i sałatą.
Na przyszłość będę pamiętać o marynacie. Do niej także dodaję wino - wtedy wołowina jest krucha i szybciej się dusi.
wtorek, 22 listopada 2011
Dzieci robią bombki
W szkole dzieciaków konkurs na świąteczną bombkę. Kończy się termin składania prac, więc dzieci przystąpiły do pracy. Razem zrobiłyśmy dwie bombki - białą i czerwoną. Przy mojej niewielkiej pomocy powstały małe dziełka.
Jak je zrobiłyśmy?
- Nadmuchany balonik mocno związać. Posmarować olejem spożywczym lub olejkiem kosmetycznym.
- W ciepłej wodzie rozpuścić sporo wikolu. Roztwór nie powinien być zbyt gęsty - ma mieć wodnistą konsystencję, gdy zaschnie, woda wyparuje i klej zadziała. Będzie niewidoczny.
- Porwać na kawałki bibułę - krepinę. Namaczać ją w roztworze kleju i naklejać na balonik. Gdy całość będzie obłożona, odstawić balon do wyschnięcia.
- Na pierwszą warstwę, gdy wyschnie, naklejamy warstwę bibuły numer dwa. Można użyć innego koloru, jeśli w międzyczasie zmieniliśmy zdanie co do wyglądu bombki.
- Gdy papier mache zaschnie, przebijamy balonik. Jest posmarowany olejkiem, więc możemy go bez trudu wyjąć ze środka.
- Teraz dopiero zaczyna się prawdziwa zabawa - zdobienie. Złote i srebrne taśmy, koraliki, koronki, nici, mulina, naklejki, gwiazdki, kawałki bibuły lub papierowych serwetek. Wszystko zależy od naszej wyobraźni i inwencji.
- Na koniec musimy zadbać o zawieszkę - można ją zrobić z ozdobnej pasmanterii lub wykorzystać zawieszkę ze stłuczonej bombki.
Dobrej zabawy!
Jak je zrobiłyśmy?
- Nadmuchany balonik mocno związać. Posmarować olejem spożywczym lub olejkiem kosmetycznym.
- W ciepłej wodzie rozpuścić sporo wikolu. Roztwór nie powinien być zbyt gęsty - ma mieć wodnistą konsystencję, gdy zaschnie, woda wyparuje i klej zadziała. Będzie niewidoczny.
- Porwać na kawałki bibułę - krepinę. Namaczać ją w roztworze kleju i naklejać na balonik. Gdy całość będzie obłożona, odstawić balon do wyschnięcia.
- Na pierwszą warstwę, gdy wyschnie, naklejamy warstwę bibuły numer dwa. Można użyć innego koloru, jeśli w międzyczasie zmieniliśmy zdanie co do wyglądu bombki.
- Gdy papier mache zaschnie, przebijamy balonik. Jest posmarowany olejkiem, więc możemy go bez trudu wyjąć ze środka.
- Teraz dopiero zaczyna się prawdziwa zabawa - zdobienie. Złote i srebrne taśmy, koraliki, koronki, nici, mulina, naklejki, gwiazdki, kawałki bibuły lub papierowych serwetek. Wszystko zależy od naszej wyobraźni i inwencji.
- Na koniec musimy zadbać o zawieszkę - można ją zrobić z ozdobnej pasmanterii lub wykorzystać zawieszkę ze stłuczonej bombki.
Dobrej zabawy!
poniedziałek, 21 listopada 2011
Szpinak zapiekany z serem
Najczęściej świeży szpinak duszę na patelni z masłem, czosnkiem i cytryną. Dziś jednak do mięsa przygotowałam inny dodatek - szpinak zapiekany z białym serem. Lekko kwaskowaty, odrobinę ostry. Dobrze się skomponował ze słodkim ziemniakami i równie słodką marchewką, która jest teraz bardzo tania i można ją jeść w każdej postaci.
Świeży szpinak umyłam i osuszyłam. Pokroiłam w szerokie paski.
Ubiłam pianę z dwóch białek, dodałam do niej pół kostki białego sera. Do tego wcisnęłam duży ząbek czosnku. Posoliłam, doprawiłam pieprzem i gałką muszkatołową (sporo!).
Włożyłam szpinak do masy, wymieszałam. Na koniec polałam rozpuszczonym masłem.
Włożyłam masę szpinakową do żaroodpornego naczynia. Zapiekałam przez 20 minut w temperaturze około 150 stopni.
Świeży szpinak umyłam i osuszyłam. Pokroiłam w szerokie paski.
Ubiłam pianę z dwóch białek, dodałam do niej pół kostki białego sera. Do tego wcisnęłam duży ząbek czosnku. Posoliłam, doprawiłam pieprzem i gałką muszkatołową (sporo!).
Włożyłam szpinak do masy, wymieszałam. Na koniec polałam rozpuszczonym masłem.
Włożyłam masę szpinakową do żaroodpornego naczynia. Zapiekałam przez 20 minut w temperaturze około 150 stopni.
czwartek, 17 listopada 2011
Bieganie po lesie
Większość czasu spędzam przed komputerem. Taką mam pracę. Siedzę, stukam przeszukuję. Wklejam, linkuję, tnę i łączę. Bawię się, pracuję, trochę też się uczę.
Dla osób takich jak ja nawet wyjście do sklepu jest rekreacją. Posprzątanie domu również. Ale to namiastki ruchu.
Czuję, że moje ciało potrzebuje spacerów, szybkiego marszu, powietrza i biegu. Zrobiło się zimno, ale to nie przeszkadza. Dobre ubranie wystarczy - lekkie buty, dresy, kurtka chroniąca od wiatru. I w drogę.
Dziś zafundowałam sobie przedpołudniową przebieżkę po lesie. Mówię Wam - coś cudownego. Jakoś ostatnio zapomniałam, że mieszkam w pobliżu lasu, w którym jest kilka łatwych do przebrnięcia ścieżek.
Biegałam, ćwiczyłam skłony, przysiady, rozkręciłam plecy i barki spięte od pracy przy komputerze. Poczułam się cudownie, a tak niewiele czasu mi to zabrało:)
Postaram się częściej organizować sobie taką gimnastykę. To jest dobre nie tylko dla zdrowia. Nastrój idzie w górę, jak słoneczko w lipcowy dzień!
Fotka dziś nie moja - to tapeta. Rano nie wzięłam aparatu:)
Dla osób takich jak ja nawet wyjście do sklepu jest rekreacją. Posprzątanie domu również. Ale to namiastki ruchu.
Czuję, że moje ciało potrzebuje spacerów, szybkiego marszu, powietrza i biegu. Zrobiło się zimno, ale to nie przeszkadza. Dobre ubranie wystarczy - lekkie buty, dresy, kurtka chroniąca od wiatru. I w drogę.
Dziś zafundowałam sobie przedpołudniową przebieżkę po lesie. Mówię Wam - coś cudownego. Jakoś ostatnio zapomniałam, że mieszkam w pobliżu lasu, w którym jest kilka łatwych do przebrnięcia ścieżek.
Biegałam, ćwiczyłam skłony, przysiady, rozkręciłam plecy i barki spięte od pracy przy komputerze. Poczułam się cudownie, a tak niewiele czasu mi to zabrało:)
Postaram się częściej organizować sobie taką gimnastykę. To jest dobre nie tylko dla zdrowia. Nastrój idzie w górę, jak słoneczko w lipcowy dzień!
Fotka dziś nie moja - to tapeta. Rano nie wzięłam aparatu:)
środa, 9 listopada 2011
Polędwica wieprzowa marynowana w ziołach i kakao
Tak smacznego mięsa nie jadłam już dawno.
Nie, nie przygotowałam go sama. Tym razem danie jest dziełem męża. Przepis znalazł na tej stronie. Po niewielkich modyfikacjach przygotował prze-prze-prze-pyszną polędwiczkę wieprzową, od której cieknie ślinka.
Dziękując za inspirację Anise podaję przepis męża:
Produkty
Polędwiczka wieprzowa (może być ich oczywiście kilka)
goździki
owoce kolendry
dużo gałki muszkatołowej
łyżka kakao
świeżo mielony pieprz (u nas kolorowy)
sól
smalec
W moździerzu tłuczemy kolendrę, goździki, dodajemy gałkę i kakao. Mieszamy z pieprzem i solą. Nacieramy mięso, wkładamy do woreczka foliowego lub zawijamy w folię aluminiową, odstawiamy na noc.
Na drugi dzień mięso obsmażamy na małej ilości smalcu - po około 2 minuty z każdej strony. Wkładamy do naczynia żaroodpornego. Na dno lejemy troszkę oleju roślinnego.
Pieczemy pół godziny w temperaturze 180-200 stopni. Mięso jest już w tym czasie soczyste i upieczone. Dla tak delikatnego mięsa pół godziny to maksymalny czas. Trzeba bardzo uważać, by mięso nie wyschło.
Ja podałam polędwicę z sałatą lodową i papryką.
A na kolację zrobiłam tosty z polędwiczką. Do środka włożyłam ser, sałatkę i majonez. Oczywiście mięso grało pierwsze skrzypce.
Zapewniam - niebo w gębie!
Nie, nie przygotowałam go sama. Tym razem danie jest dziełem męża. Przepis znalazł na tej stronie. Po niewielkich modyfikacjach przygotował prze-prze-prze-pyszną polędwiczkę wieprzową, od której cieknie ślinka.
Dziękując za inspirację Anise podaję przepis męża:
Produkty
Polędwiczka wieprzowa (może być ich oczywiście kilka)
goździki
owoce kolendry
dużo gałki muszkatołowej
łyżka kakao
świeżo mielony pieprz (u nas kolorowy)
sól
smalec
W moździerzu tłuczemy kolendrę, goździki, dodajemy gałkę i kakao. Mieszamy z pieprzem i solą. Nacieramy mięso, wkładamy do woreczka foliowego lub zawijamy w folię aluminiową, odstawiamy na noc.
Na drugi dzień mięso obsmażamy na małej ilości smalcu - po około 2 minuty z każdej strony. Wkładamy do naczynia żaroodpornego. Na dno lejemy troszkę oleju roślinnego.
Pieczemy pół godziny w temperaturze 180-200 stopni. Mięso jest już w tym czasie soczyste i upieczone. Dla tak delikatnego mięsa pół godziny to maksymalny czas. Trzeba bardzo uważać, by mięso nie wyschło.
Ja podałam polędwicę z sałatą lodową i papryką.
A na kolację zrobiłam tosty z polędwiczką. Do środka włożyłam ser, sałatkę i majonez. Oczywiście mięso grało pierwsze skrzypce.
Zapewniam - niebo w gębie!
niedziela, 6 listopada 2011
Świąteczna kolekcja H&M - zdjęcia
Do gadżetów sprzedawanych w sieciówkach podchodzę z dużym dystansem. Uważam, że w większości przypadków nie są warte swojej ceny. Marne podróbki przedmiotów z duszą - cóż, tak uważam i basta.
Wiem jednak, jak trudno dotrzeć do autentyków. Do starycj naczyń, mis, dzbanów, serwet, worków... Wszystko zjada czas. Zresztą na targach staroci też życzą sobie za nie sporo. Pozostaje więc szukać, szperać i wykorzystywać okazje - obniżki, wyprzedaże.
Dziś wrzucam trochę fotek pokazujących świąteczną kolekcję dodatków do domu H&M. Czy coś mnie zachwyciło?
Zgrzebne bieżniki, kilka udanych wzorów poduszek. Gałęzie na stole. Poza tym bez większej ekscytacji. Ale w nowych stylizacjach - na pewno byłoby ok. Moim zdaniem przy tej sesji braków po prostu sprytnych i zdolnych stylistów wnętrz. I dodatki zostały słabo skomponowane.
A może się czepiam? Oceńcie sami...
Wiem jednak, jak trudno dotrzeć do autentyków. Do starycj naczyń, mis, dzbanów, serwet, worków... Wszystko zjada czas. Zresztą na targach staroci też życzą sobie za nie sporo. Pozostaje więc szukać, szperać i wykorzystywać okazje - obniżki, wyprzedaże.
Dziś wrzucam trochę fotek pokazujących świąteczną kolekcję dodatków do domu H&M. Czy coś mnie zachwyciło?
Zgrzebne bieżniki, kilka udanych wzorów poduszek. Gałęzie na stole. Poza tym bez większej ekscytacji. Ale w nowych stylizacjach - na pewno byłoby ok. Moim zdaniem przy tej sesji braków po prostu sprytnych i zdolnych stylistów wnętrz. I dodatki zostały słabo skomponowane.
A może się czepiam? Oceńcie sami...
Subskrybuj:
Posty (Atom)




























































